ARTYSTA OCALONY (Mieczysław Kościelniak: 1912-1993)

Obecna była wdowa po zmarłym twórcy Urszula Kościelniak wraz z dwiema córkami, która udostępniła obrazy ze swojej prywatnej kolekcji.  – Dla artysty jego twórczość jest modlitwą – powiedział wiceburmistrz Ustki Marek Kurowski. – W imieniu również pani Urszuli zapraszam do oglądania i przeżywania tego dzieła. Dyrektor Biura Wystaw Artystycznych Edyta Wolska dodała, że następna wystawa będzie poświęcona grafikom Pana Mieczysława a za dwa lata staraniem władz miasta i Galerii zostanie wydany album dokonań twórczych autora wystawy.

Zdawałoby się, że urodzony w Kaliszu Mieczysław Kościelniak jest dzieckiem szczęścia. Otoczony miłością w dostatniej rodzinie od dziecka rysował i malował jej członków, znajomych, naturę.

Zafascynowany antykiem, chłonął wiedzę o tej epoce, wielbił też twórców renesansu: Michała Anioła, Leonarda da Vinci, Rafaela. Wielkie wrażenie wywierała na nim  twórczość
Rembrandta, Dürera, Rubensa, natomiast nie cenił impresjonistów czy takich twórców jak Picasso, Kandinsky czy Klee. Jednym słowem, był wierny sztuce klasycznej, chociaż przez kilka lat pozostawał pod urokiem sztuki młodopolskiej, a szczególnie Mehoffera, którego pracownię w Krakowie odwiedzał przez kilka lat. Odzwierciedla się to w jego malarstwie jeszcze przedwojennym, a echa tej fascynacji młodopolską feerią barw przejawiają się w całej siedemdziesięcioletniej (!) twórczości.

Młodość spędzał Mieczysław na portretowaniu, najpierw własnej rodziny, później goszcząc w różnych posiadłościach. Utrwalał na płótnie życie ziemian w dworach Wielkopolski, jeździł także po Polsce zapraszany przez możnych mecenasów i hierarchów kościelnych, m. in. Kardynała Augusta Hlonda.

To sielsko – anielskie życie brutalnie przerwała druga wojna światowa. Aresztowany w 1941 roku wraz z elitą rodzimego Kalisza, zostaje przesłany z przejściowego obozu do Oświęcimia. Działa tam w ruchu konspiracyjnym a dzięki przyjaciołom lekarzom udało mu się przetrwać gehennę tego piekła na ziemi. Poznał tam innych wybitnych twórców, m. in. Xawerego Dunikowskiego, Józefa Szajnę czy pisarza Michała Rusinka, któremu tuż przed wyzwoleniem uratował życie. Dzięki przyjacielowi i protektorowi Zygmuntowi Kołodziejskiemu (twórcy najpiękniejszego ołtarza papieskiego w pamiętnym okresie na gdańskiej Zaspie) zawarł krótkotrwałą acz bardzo serdeczną przyjaźń z ojcem Maksymilianem Kolbe. Wykonał w ukryciu 18 grafik obecnego świętego Maksymiliana.     Mimo nieludzkich warunków obozowych, dzięki talentowi ratował wielokrotnie swoje życie, malując również oprawców, którzy mu tę „egzystencję” przedłużali.

W konspiracji dokumentował życie obozowe, wykonując potajemnie około 300 rysunków, które eksponowane są w zbiorach Muzeum Oświęcimskiego.

Ewakuowany z obozu został wyzwolony przez wojska amerykańskie i zaciągnął się do tej armii, odniósł rany w walce z Niemcami. Tam namalował naturalnej wielkości portret dowódcy armii gen. Pattona a także sportretował gen. Eisenhowera. – Nie wiedziałem, że rysuję portret przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych – mówił po latach.

W 1946 roku Mieczysław Kościelniak osiadł na stałe w Warszawie. Zasypany wieloma propozycjami, podjął współpracę jako ilustrator, rysownik, dziennikarz z różnymi czasopismami i wydawnictwami.

Od 1960 roku wiele lat wędrował po całym świecie, ale najczęściej przebywał w basenie Morza Śródziemnego. Wystawiał często swoje prace za granicą i w kraju, m. in. W 1964 r. po raz pierwszy w Słupsku.

Nienasycony, chłonny wiedzy, w latach 1965 – 1972 studiował filozofię i egiptologię na Uniwersytecie Warszawskim, z czego był bardzo dumny, bowiem swobodnie czytał hieroglify, a w Egipcie czuł się jak u siebie w domu.

Cały świat poznał twórczość tego znakomitego artysty. Najgłośniejszym wydarzeniem było wydanie znaczka pocztowego z wizerunkiem św. Maksymiliana Kolbego, autorstwa Kościelniaka, z okazji kanonizacji nowego świętego w kościele katolickim.

Warto podkreślić, że po wystawach indywidualnych w siedzibie ONZ, Nowym Jorku, Tokio, Frankfurcie nad Menem artystą zainteresowały się organizacje zachodnioniemieckie, dążące do pojednania i wzajemnego zrozumienia. Również media japońskie, zainteresowane działalnością o. Kolbego w Nagasaki, zamówiły u niego cykl ilustracji pt. „Martyrologia Polski”.

W 1979 roku z rekomendacji Jarosława Iwaszkiewicza został przyjęty do elitarnego Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC), co bardzo wysoko sobie cenił.

Z całej twórczości M. Kościelniaka wynika, że punktem centralnym jego odniesienia do świata był człowiek. Niewątpliwie porażony tym, że „ludzie ludziom zgotowali ten los”, nie utracił sensu istnienia człowieka.- Nie ma tak trudnych chwil, które umożliwiałyby rezygnację człowieka z jego ideałów… Nie ma też w życiu człowieka tak trudnych chwil, w których nie byłoby żadnej nadziei – padają jego słowa w filmie biograficznym.

Twórczość Mieczysława Kościelniaka jest trudna do jednoznacznego zdefiniowania i zaklasyfikowania według utartych pojęć i kanonów. Prace te są wielowarstwowe znaczeniowo i niosą przesłanie filozoficzne. Innymi słowy, tyle jest obrazów co ludzi na nie patrzących. W zależności od naszej percepcji i kodu kulturowego widzimy to, na co spoglądamy.

Niewielu jest ludzi, którzy po tak traumatycznych przeżyciach nie utracili wiary w człowieczeństwo.  – Przez cierpienie, czy to jednostek, czy narodu, można uzyskać cierpliwość, zrozumienie sensu życia – mówił artysta po latach.

Wydaje mi się, że tak heroiczna postawa wobec życia , nie do opisania słowami (Adorno), wyrażona w plastycznych formach przekazu, daje i tak niepełny obraz przeżyć człowieka doświadczonego przez los straszliwy. „Przy cierpieniu sam Pan Bóg stanął jak milczenie…”- pisał ks. Jan Twardowski. A jednak M. Kościelniak potrafił przemówić obrazem i odnaleźć się we współczesności.

W 1983 roku artysta zamieszkał w Ustce, gdzie nadal intensywnie tworzył, a jego prace w międzyczasie były wystawiane na wielu kontynentach. Schorowany, nie tracił optymizmu i swoistego poczucia humoru. – Urszula opiekuje się mną cudownie… Niestety, dwaj nieodstępni i nieproszeni goście, Mr Parkinson i towarzysz Mróz nie sprzyjają zdrowiu – pisał do brata Władysława w 1986 roku.

Miałem okazję poznać w Ustce osobiście tego wybitnego artystę i nadzwyczajnej dobroci człowieka. Przemiły, nobliwy Pan, już wówczas małomówny, uczynił mojej żonie i mnie ten zaszczyt, że namalował portrety naszych dwóch córek. Są ozdobą mieszkania i przedmiotem dumy całej rodziny.

W 1989 roku artysta wraz z rodziną przeniósł się do pobliskiego miasta Słupska.
Zmarł w 1993 roku i zgodnie z ostatnią wolą został pochowany na cmentarzu komunalnym w Ustce przy ulicy kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Tegoroczny wernisaż malarstwa artysty jest wynikiem starań władz kurortu o przypomnienie a zarazem utrwalenie pamięci o Mieczysławie Kościelniaku.
Kilka lat temu jedno z usteckich osiedli zostało nazwane Jego imieniem. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Ustce w dniu 27 maja br. Pani Urszula Kościelniak, uwielbiana przez artystę żona (wykonał jej 100 portretów), podarowała burmistrzowi Janowi Olechowi obraz z wyrazami podziękowania za pieczę nad pamięcią o wybitnym artyście.

W dniu 23 czerwca ( środa) w godzinach: 11.00 – 11.45 na osiedlu Mieczysława Kościelniaka w Ustce odbędzie się uroczyste odsłonięcie obelisku z tablicą pamiątkową. W tym samym dniu w godzinach: 12.45 – 13.30 w sali Nr 212 Ratusza Miejskiego w Słupsku odbędzie się wernisaż prac tego niezwykłego artysty. Uroczystości te odbywają się w ramach  Programu obchodów 100 – lecia urodzin Mieczysława Kościelniaka – artysty Dwumiasta, na które zapraszają włodarze Słupska i Ustki.

Warto też wiedzieć, że na piętrze tzw. Małego Ratusza przy ul. Tuwima w Słupsku można zobaczyć stałą ekspozycję grafik M. Kościelniaka.

Leszek Kreft
Foto: Waldemar Michorzewski

Komentarze

  1. Ewa Majkowska napisał(a):

    Mam obraz namalowany przez pana Koscielniaka ale chcialabym poznac jedna z corek Nelke iMargarete pracowalam w pensjonacie pani Urszuli Ewa Majkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *