Festiwal inny niż wszystkie

Era jazzu

Od początku założyłem, że ma to być impreza inna, nie w sensie konkurencyjności wobec obecnych wówczas festiwali, ale w podejściu do spraw organizacyjnych i doborze wykonawców, z dbałością o oprawę i długoletnią perspektywą.

Począwszy od lat siedemdziesiątych w Poznaniu było wiele imprez i festiwali efemerycznych: „Festiwal bigbandów”, „Poznań jazz fair”, „Festiwal muzyki filmowej”. Jest też kilka festiwali dziś, ale żaden w Poznaniu nie trwa dłużej niż „Era jazzu”. Większość organizatorów wywodziła się z ruchu studenckiego, z charakterystycznymi dla niego nawykami, improwizacją w sprawach organizacyjnych i bez planowania w dłuższej perspektywie. Nie odpowiadała mi atmosfera tymczasowości i prowizorki.

Przekonałem się o tym, kiedy na moje zaproszenie przyleciał do Poznania kontrabasista Charlie Haden, który miał zagrać z pianistą Kennym Baronem. Miał specyficzne życzenie, prosił, aby był przygotowany mały dywanik pod instrument, żeby wytłumić ewentualne pogłosy, zakłócenia. Koledzy z klubu „Eskulap” zobowiązali się, że przed koncertem, odpowiedni kawałek wykładziny dywanowej, dostarczą. Jak można było się spodziewać, dywanika nie było. Przed koncertem zdenerwowany artysta zaprosił mnie do garderoby i pokazał kontrakt i zapytał, kto jest pod nim podpisany. Wiadomo, tam był mój podpis. Tłumaczenia nie pomogły, zrozumiałem, że trzeba zmienić podejście do logistyki i organizacji na odpowiedzialne, profesjonalne. Być może wtedy odezwała się we mnie moja poznańska natura.

Więcej: www.merkuriusz.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.