Dywizjon 303 – ku pokrzepieniu serc

Na planie filmu Dywizjon 303

Czekaliśmy na ten film 78 lat. To szmat czasu. Niezwykłym jest to, że legenda dywizjonu 303 żyła w nas wszystkich nieustająco, była wzorcem patriotyzmu i honoru, powodem do dumy. Wielka w tym zasługa Arkadego Fiedlera, który dzięki osobistemu poparciu gen. Sikorskiego, pojechał do Northolt opisać wyczyny niezwykłych młodych ludzi, o których tak wiele czytał w brytyjskiej prasie. Zrobił to pięknie, prawdziwie, jak tylko Polak potrafi.

Film „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” Denisa Delića z pewnością oddaje atmosferę tamtych dni: rozterki ludzi poszukujących swego miejsca w nowej, wojennej rzeczywistości, młodzieńczą fantazję i zapał polskich żołnierzy, niezłomną wolę walki, a także stosunek brytyjskich oficerów do polskich pilotów „którzy co prawda dzielni, to stoją szczebel lub dwa niżej na cywilizacyjnej drabinie, bo przecież przegrali bój o Polskę”.

Na planie filmu Dywizjon 303

Podobać się może gra aktorów, ale i nazwiska mówią same za siebie: Piotr Adamczyk jako Witold Urbanowicz, Maciej Zakościelny jako Jan Zumbach, oraz Antoni Królikowski jako Witold „Tolo” Łokuciewski, Jan Wieczorkowski, Anna Prus i urocza Cara Theobold, by wymienić głównych bohaterów tej filmowej podróży w czasie. Ciekawa i dobrze zarysowana postać Urbanowicza, zagrana z sercem przez Adamczyka, przykuwa uwagę. Romans miedzy Zumbachem a brytyjską dziewczyną z RAF Victorią Brown urozmaica całą opowieść, lecz z umiarem. Jest w „Dywizjonie 303. Historii prawdziwej” autoportret polskiej duszy: zadziornej, anarchizującej, lekceważącej zasady i regulaminy, kochającej, a wreszcie, czasami, zaglądającej do kieliszka. W krótkich, ciekawych sekwencjach zawarte są treści generalne: żądza walki z Niemcami, wartość bojowa polskiego żołnierza, stosowana taktyka, skomplikowane relacje międzyludzkie, także miedzy Niemcami.

Northolt pod Konstancinem

Gdy gościłem na planie filmu, w którym lotnisko w Konstancinie grało Northolt, gdzie bazował 303-ci, byłem pełen obaw, czy obraz nie będzie zbyt kameralny. Ale nie. Wielka w tym zasługa autora zdjęć Waldemara Szmidta. Film emanuje energią, dynamiką, klimatem sytuacji i… polskim sercem. Są sceny, które prawdziwie wzruszają: przemówienie Urbanowicza informującego pilotów o uzyskaniu zdolności bojowej, reakcja na wiadomość o śmierci kolegów, uznanie przez Urbanowicza niepokornego Czecha Frantiska za „gościa” dywizjonu czy wreszcie przedstawianie się wszystkich pilotów 303-ciego królowi Jerzemu: „I’m Polish” także przez Czecha Frantiska czy Johna Kenta – Kanadyjczyka. Niekiedy w filmie widoczne są skutki małego budżetu i szkoda, że nie otrzymał on należytego wsparcia od rządu. To dostrzegą jednak przede wszystkim ludzie z tzw. branży: startujący do akcji jeden Hurricane, ujęcia na lotnisku góra dwóch samolotów, kilkukrotne wyciąganie klocków spod kół startujących maszyn. Ale animacje powietrznych walk rekompensują te minusy. Niosą w sobie chaos i grozę. Zaletą jest również dźwięk, nie zawsze do końca czytelny ale tym bardziej oddający realizm powietrznych pojedynków. Efekty specjalne dobre, lepsze od tych z brytyjskiej produkcji.

Na planie filmu Dywizjon 303

Spóźniony triumf

Po obejrzeniu „Dywizjonu 303. Historii prawdziwej” mam satysfakcję niezwykłą. Fabuła Delića i mój dwuczęściowy fabularyzowany dokument wspaniale wzajemnie się uzupełniają.

Wielkie brawa za montaż dla Marcina „Kota” Bastkowskiego. Równie wielkie dla producenta Jacka Samojłowicza, który mimo wszystkich przeciwności (m. in. trzykrotna zmiana reżysera czy chroniczny brak pieniędzy, o których już wspominałem) dokończył film. Zadedykował go pięknie, swojej mamie Jadwidze Kochan, która znała polskich myśliwców i się z nimi przyjaźniła. Ta produkcja to klasyczny obraz ku pokrzepieniu serc. Czy to wada? Wręcz przeciwnie. Zwłaszcza że zdradzoną przez mocarstwa Polskę pokazaliśmy – zgodnie z prawdą – triumfującą. Uważam, że wszyscy powinni go obejrzeć, do czego gorąco zachęcam.

Sławomir W. Malinowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.