Jubileusz w oparach herbaty

01

Galeria Winiarnia Herbaciarnia w Ustce Elżbiety i Jana Nagórnych obchodziła niedawno Jubileusz 25 – lecia działalności.

Z tej okazji odbyła się artystyczno – przyjacielska feta. Wśród zaprzyjaźnionych gości byli m. in.: ustczanin Marek Rebow i jego żona Olena Eweryst, którzy są artystami Opery w Baden Baden, Joanna Damięcka, menadżerka gwiazd z Warszawy, słupszczanka Sylwia Pakulska, autorka scenariuszy do wielu seriali telewizyjnych, również fotosów filmowych. Przybyło wielu przyjaciół z Polski a także z zagranicy.  Każdy z zaproszonych otrzymał od Jubilatów cenny prezent – niespodziankę. Świetny koncert dała znana ustecka wokalistka Karina Laskowska –  Werra, która zachwyciła śpiewaków z Baden Baden poziomem wykonania. Burmistrz Miasta Ustka Jacek Graczyk także pogratulował Eli i Jankowi osiągnięć w specjalnym liście na tę okoliczność.

Tydzień później ta para odebrała z rąk starosty słupskiego Zdzisława Kołodziejskiego nagrodę Białego Bociana – najważniejsze wyróżnienie za osiągnięcia w działalności kulturalnej w powiecie słupskim, co roku przyznawane i wręczane na specjalnej gali z udziałem artystów i animatorów kultury z gmin i miast powiatu.

Janka poznałem wiele lat temu, kiedy prowadził zespoły taneczne, które zdobywały laury i wyróżnienia na wielu konkursach, różnych szczebli, bo Janek był niezwykle utalentowanym choreografem. Czynił wiele innych rzeczy, bo miał i do dzisiaj zachował duszę artysty.

Kiedy zaprzyjaźniony artysta malarz Roman Żołyniak opuścił swoją galerię, Janek postanowił pracować na własny rachunek. Założył w tym miejscu herbaciarnię. Ale nie tylko jako punkt sprzedaży, lecz miejsce, gdzie można kulturalnie spędzić czas. Zaczął więc od wystroju wnętrza, które ze smakiem i znawstwem zaaranżował. Wstawił tam stare meble, niektóre poprzerabiał. Rzuca się w oczy lada do sprzedaży i ekspozycji najróżniejszych ingrediencji, pomalowana ręcznie w piękne wzory, a naprzeciwko niej cała ściana z odsłoniętej ponad stuletniej cegły, z nieuzupełnionymi szparami i ubytkami. Na jej tle stoi regał z mnóstwem słojów herbaty. Na ścianach wiszą stare szafki, a w nich dziesiątki akcesoriów do parzenia i picia herbaty. Pomiędzy nimi obrazy, różne bibeloty, wśród których licznie prezentowane są anioły. Szczególną uwagę przyciągają naczynia z dobrej porcelany, chińskiej i japońskiej, ale też znane w świecie filiżanki petersburskiej fabryki im.Łomonosowa. Przy stolikach ze stylowymi krzesłami można poczytać prasę, wziąć do ręki miesięcznik „Filiżanka smaków”, tomiki poezji. Z ukrytych głośników płynie dyskretna muzyka w stylu smooth jazz… Zimą buzuje tam wesołym ogniem kominek. Przypomina mi to stare lokaliki z alpejskich miasteczek.

W tym uroczym pomieszczeniu można napić się lub kupić 240 rodzajów herbat! Są też jej mieszanki okazjonalne, którymi można poprawić sobie nastrój, są również specjalne – na różne święta i okresy, np. Adwent, znajdą się także dla zakochanych… Jednym słowem, czego dusza zapragnie. Po tym skomplikowanym świecie aromatów i smaków ze znawstwem oprowadza właściciel lub znająca się na rzeczy żona oraz sympatyczna córka Paulina – krew z krwi rodziców, ich nadzieja na przyszłość dobrej tradycji rodzinnej.

My, w większości laicy w tej materii, mało na ten temat wiemy. A jest to cały bogaty świat wiedzy i wyobraźni. Pierwsze wzmianki o herbacie pochodzą z Chin z przełomu III i IV wieku. Do Europy dotarła ona w 1610 roku, na statku cumującym w Amsterdamie.

Chiński filozof Li Chin Lai z epoki Sung twierdził: „Są trzy rzeczy na tym świecie pożałowania godne: Psucie młodzieży przez ich niewłaściwe wychowanie. Profanacja obrazów przez ordynarne gapiostwo. Zmarnowanie herbaty przez nieumiejętne obchodzenie się z nią.” Na naszym kontynencie początkowo herbatę traktowano jako zioło, o czym świadczy zapis z 1755 roku: „Głowy lekkość sprawuje, grube humory tłumi, żołądek posila, od kamienia prezerwuje i nań leczy, torsję uspokaja i ociężałość oddala, krew zastanawia i na wrzody leczy”.

W herbaciarni Janka jest też raj dla kawoszy, do których i ja się zaliczam. Zastaniemy tam 12 gatunków kaw czystych i 30 smaków kaw aromatycznych, a także akcesoria: kafeterki do jej parzenia i wspominane już naczynia. Dla łasuchów jest tam multum różnorodnych łakoci. Ostatnio kosztowałem tam japońskich pyszności na bazie zielonej herbaty Matcha: bezy, ciasteczka, cukierki. Zawsze jest też ciasto: szarlotka, sernik ze śliwkami, podawane na gorąco, z pieca a nie mikrofalówki. To już domena gospodyni Elżbiety, żony Janka, która je własnoręcznie wypieka. Sprawuje też pieczę nad Winiarnią, mieszczącą się w osiemnastowiecznej piwnicy pod Herbaciarnią. Można tam zaznać smaku 220 gatunków wina oraz specjalnych alkoholowych mieszanek, np. „siekierki”. Nazwa rzeczywiście adekwatna do skutków jej działania, więc zalecałbym ostrożność w tym przypadku.

– Wszystkich odwiedzających traktuję jako gości a nie klientów. Tak też się tu czują. Rozmawiają o tym, często piszą – mówi Janek. I podaje przykłady: „Ulotne chwile, wytrawne i słodkie nastroje, jak bukiet z wiatru i szumu fal. Wizja pełna napięcia, poszukiwanie harmonii i piękna. Odwieczna potrzeba smaku”. Albo: „Mamy nadzieję, że wśród naszych zapasów znajdzie się smak, którego moc obudzi wspomnienia. Malarska treść tej galerii przesiąknięta jest aromatem, sączącym się z wnętrz dobrych win i wyszukanych herbat.”

Dlatego to miejsce o niepowtarzalnym klimacie odwiedzają ludzie różnych profesji, smakosze i pasjonaci. Spotykają się tam żony miejscowych biznesmenów, panie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, kuracjusze, lokalni artyści, spacerowicze ze Słupska. W sezonie letnim przesiadują tu luminarze polskiej kultury i nauki, dziennikarze. Chwalą to miejsce, polecają znajomym wybierającym się do naszego kurortu.

Oto co mówi o tym miejscu znakomity artysta Tadeusz Woźniak: – Przed 17 laty, po raz pierwszy zjechaliśmy do Ustki z naszym Filipem. Wprawdzie zaczepiłem o Ustkę kiedyś przelotem, ale i tak wszystko musiało zostać rozpoznane od początku. Za dnia (jeżeli to nie sobota lub niedziela) da się przeżyć spacerując po plaży, deptaku lub lesie. Wieczór jednak chciało by się urozmaicić jakimiś innego rodzaju atrakcjami. Nie za bardzo można gdzieś wejść z powodu muzyki powszechnie granej, a nie spełniającej naszych oczekiwań – jesteśmy  przecież muzykami i mamy inne potrzeby estetyczne niż wielu naszych rodaków. Byliśmy w kłopocie. Nie mieliśmy  gdzie zajść, żebyśmy nie musieli uciekać po chwili z tego powodu. Któregoś dnia jeden z kolegów polecił nam miejsce, gdzie nie kłębi się tłum spragniony piwa i discopolo, a pije się wyszukane herbaty ze świetną muzyką w tle. Wizja lokalna przerosła ten anons. Nie dość, że świetna muzyka i herbata, to jeszcze wysmakowany wystrój i drinki a przede wszystkim gospodarze, po których widać, że kochają przyjmować wygnańców z agresywnych przybytków turystyki powszechnej. Najważniejsze jednak, że towarzyszył temu serdeczny uśmiech pani Elżbiety i serdeczna i fachowa opieka pana Jana. Nasz syn Filip nie pozwolił nam zapominać o wizytach w herbaciarni państwa Nagórnych. Pani Elżbieta, z cierpliwością i uśmiechem wytrzymywała czasem wielogodzinną „asystę” Filipa a my raczyliśmy się w tym czasie wyborną „Siekierką” – legendarnym już tajemniczym ale zdradliwym drinkiem.

Moja przyjaciółka, Węgierka z Budapesztu Klara Marciniak, właścicielka wydawnictwa mieszkająca obecnie w stolicy, mówiła z zachwytem: – takiej uroczej herbaciarni w Warszawie nie spotkałam, nie przypominam też sobie tego z Budapesztu.

O „Herbaciarni Galeria” pisała ogólnopolska prasa, ukazał się wywiad z Jankiem w najpopularniejszym tygodniku „Polityka”. Winiarnia otrzymała dyplom tygodnika „Newsweek” pn. „Najlepszy klimat. Najlepszy wystrój 2004 roku”. Również niemiecki periodyk „Samo życie” napisał o tym wyjątkowym miejscu.

– Dzięki temu po 45 latach spotkałem znajomego, który tam teraz mieszka – mówi Janek. I dodaje: – Dla mnie Herbaciarnia to kolejny przybytek kultury w naszym mieście, a nie zwykły lokal.

Rzeczywiście tak jest. To szczególne miejsce tętni kulturą i sztuką, życiem społecznym.

Na ścianach wiszą obrazy Floriana Kohuta z Rudzicy Śląskiej k/Bielska Białej. Odbywają się tu wernisaże, spotkania literackie, koncerty kameralne itp., zarówno w herbaciarni, jak i w winiarni – zamiennie. Była na przykład niezwykle ciekawa „Herbatą Malowane” (autentycznie) Marcina Przydatka z Puław.

Od lat przyjeżdżają też artyści mieszkający i tworzący w Paryżu i okolicach. Wśród nich jest Yannick Leider mieszkający w Grenoble, prezes stowarzyszenia Balard’Art (wędrująca sztuka), które zrzesza twórców z wielu krajów: Polski, Francji, Niemiec, USA, Rosji, Korei Płd. i in. Jest tam bardzo uznana Rosjanka Tatiana Samoilova czy Polka Hanna Chroboczek mieszkająca we Francji, robiąca zawrotną karierę. Nowojorczyk Chris Eliot miał pierwszą polską wystawę rysunku właśnie tutaj. Co roku Galeria prezentuje w sezonie letnim 3 – 4 takich twórców.

Wiele lat spotykali się tu raz w roku, codziennie przez cały miesiąc, powstańcy warszawscy. Odbywają się promocje włoskiego wina „Novello” z corocznych zbiorów, które jednak nie wyparło tradycyjnego „Beaujolais nouveau”. Degustować te wina można każdego roku w miesiącu listopadzie.

Wiosną otwarto tu filię galerii autorskiej Floriana Kohuta  „Pod strachem polnym”. Odbył się cykl imprez z okazji tegorocznego jubileuszu działalności „Herbaciarni Galeria”. Wspomniany F. Kohut przedstawił happening z malowaniem na ulicy pn. „Ustka strachem malowana”. Prace wystawiali Yannick Leider i Barbara Kłosińska – Gębarzewski z Sevre pod Paryżem (mam jej piękną grafikę wędrowca). Artystka prowadziła tu świetne zajęcia dla młodzieży z domu dziecka pn. „Herbatą i kawą malowane”. Niedługo przyjedzie z Niemiec Krzysztof Rogowski z żoną, który prowadzi tam szkołę gry na wielkich instrumentach dętych.

Galeria Winiarnia Herbaciarnia współpracuje m. in. z Centrum Aktywności Twórczej w Ustce (jednym z trzech tego typu w Europie) i miejscowym Domem Kultury, który wnioskował o przyznanie właścicielom nagrody Białego Bociana.

Patronat nad tym magicznym miejscem objęło Stowarzyszenie Polskich Mediów, które będzie je promować na forum ogólnopolskim oraz w regionalnych i lokalnych mediach.

Znam ludzi, którzy w „Herbaciarni Galeria” nigdy nie byli. Zdarza się, że ktoś telefonuje i chce się ze mną spotkać. Proponuję zawsze Herbaciarnię, nawet amatorom piwa. I za każdym razem jest to dla takiej osoby zaskakujące, miłe odkrycie. Pomyślałem więc sobie, że warto przypomnieć o tym przybytku kultury, gdzie się nie spożywa a degustuje, delektuje smakami orientalnymi a jednocześnie doznaje estetycznych przeżyć.

Leszek Kreft

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.