Brama do Włoch

Położony na północno – wschodnim krańcu kraju, graniczący z Austrią i Słowenią wydaje się odizolowany od reszty włoskiego terytorium . To w dużej części prawda, od 1963 ma nawet status regionu autonomicznego. Jego mieszkańcy są bardzo przywiązani do regionalnej tożsamości, posługują się dialektem, który znacznie różni się od włoskiego. Zawsze żyli na styku państw i narodów dlatego są przyzwyczajeni do koegzystencji, do obcych podchodzą z ciekawością i otwartością.

Atuty nie do przejedzenia

Friuli -Wenecja Julijska dysponuje atutami które na długo pozostają w pamięci. Należy do nich jedna z najsmaczniejszych włoskich szynek – zachwycająca niezwykle delikatnym smakiem Prosciutto de San Daniele czyli szynka z San Daniele. Podaje się ją na stół pokrojoną w cieniutkie plasterki, z melonami lub figami. Do tego obowiązkowo kieliszek białego wina Ramandolo.

To wino zasługuje na osobne zachwyty. Powstaje z winogron zbieranych późną jesienią, gdy są już one bardzo bogate w cukier. Nadaje mu to silny charakter i słodki posmak. Trunek zachowuje idealną równowagę między słodyczą i kwasowością. Wyśmienicie smakuje z innymi lokalnymi przysmakami: salami z Nimis, ostrymi serami, wędzonymi pstrągami, gęsią wątróbką.

Ramandolo wytwarzane jest z jednego z najstarszych we Friuli szczepów winogron, podczas synodu w 1409 roku jego urok docenił papież Grzegorz XII.

Badania prowadzone przez dietetyków wykazują, że picie wina ( nie trzeba chyba dodawać – w rozsądnych ilościach) jest zalecane ze względu na zawartość antyutleniaczy. W powszechnej opinii najwięcej ich mają wina czerwone. To prawda ale Ramandolo, choć białe, ma poziom antyutleniaczy na poziomie win czerwonych. Jest on dwadzieścia razy większy niż w innych białych winach na przykład Sauvignon lub Rieslingu. Przyjęło się nawet powiedzenie, że to wino „prawie czerwone”, choć słowo „prawie” do tego wyśmienitego trunku zupełnie nie pasuje. Koneserów win białych ucieszy fakt, że Ramandolo można już kupić w polskich sklepach. Zaś ci, którzy uznają tylko czerwone napitki będą mogli spróbować innego frulijskiego specjału – wina Refosco.
 
Akwileja – miasto bursztynowego szlaku

Najbardziej znane miasta w regionie to Triest i Udine. Jednak nie brakuje innych wartych poświęcenia czasu na zwiedzanie. Na pewno należy do nich znajdująca się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO Akwileja. W czasach rzymskich był to duży port i punkt wyjściowy rzymskiej ekspansji politycznej i gospodarczej na północ i wschód.

Zwiedzając niewielkie miasteczko, trudno uwierzyć, że była to wtedy czwarta metropolia imperium. Miała ona nawet handlowe związki z polskimi ziemiami. Akwileja była punktem wyjściowym tzw. "szlaku bursztynowego", który łączył południowe wybrzeże Bałtyku z Italią. To właśnie tam docierały bryły złocistego surowca, dzięki którym rozwinęły się warsztaty bursztyniarskie. Ich wyroby słynne były na terenach całego Imperium Romanum. Tak było przez pierwsze trzy wieki naszej ery. Produkcję podtrzymywała moda na bursztyn wśród najbogatszych Rzymianek.

Świetność skończyła się gdy w 452 roku miasto zniszczyły hordy Attyli. Dziś pozostały ruiny starożytnego forum, resztki portu, domów, kaplic i nekropolia. Nadal trwają prace wykopaliskowe i pewnie szybko się nie zakończą. Gdziekolwiek bowiem na terenie Akwilei wbije się łopatę już po chwili trafi się na coś interesującego dla archeologów.
 
Mozaiki z początków chrześcijaństwa

Najcenniejsze odkrycia eksponowane są w miejscowym Muzeum Archeologicznym. To cenne kolekcje starożytnych posągów i głów portretowych, mozaiki i płaskorzeźby, wyroby z brązu, szklane ampułki do wonnych olejków, ceramika, biżuteria ze złota i kości słoniowej. Pierwsze piętro zajmuje unikatowa kolekcja wyrobów z bursztynu.

Nad okolicą dominuje pochodząca z okresu późniejszego romańsko-gotycka bazylika, którą wybudowano na fundamentach wczesnochrześcijańskiego kościoła. We wnętrzu zachwyt wzbudzają mozaiki na podłogach – to jeden z najcenniejszych tego typu obiektów na świecie. Powstały po ogłoszeniu przez Konstantyna edyktu mediolańskiego (313 r.). Przedstawiają motywy zwierząt, roślin, postaci ludzkich, figury geometryczne, z których wiele do dziś nie doczekało się pełnej interpretacji. Symbolem nowego życia następującego po przyjęciu chrztu jest scena z Jonaszem połykanym i następnie wyplutym przez wieloryba.

By nie zniszczyć tych wspaniałości, a jednocześnie umożliwić ich dokładne poznanie wewnątrz kościoła zbudowano szklane podesty, po których spacerują turyści.
 
Podziemne giganty

Region może się pochwalić podziemnymi atrakcjami z których najsławniejsza to Grota Olbrzymia – Borgo Grotta Gigante . Znajduje się zaledwie 15 kilometrów od Triestu i jest największą dostępną jaskinią na świecie. Ma ponad 100 m wysokości, 65 m szerokości i 280 m długości, zaś temperatura w jej wnętrzu wynosi zawsze ok.11-12 ° C. Bogata w nacieki wapienne jaskinia mogłaby pomieścić Bazylikę Świętego Piotra. Skalne formy mają czasem nawet 12 metrów. Warto odwiedzić znajdujące się w pobliżu jaskini Muzeum Speleologii. Prezentowane są w nim najważniejsze geologiczne i paleontologiczne odkrycia oraz ciekawy zbiór minerałów. Grota jest dobrze przygotowana do zwiedzania, wnętrze oświetla światło elektryczne. Relaksacyjna wycieczka trwa około 45 minut.

Zupełnie inny charakter ma leżąca na terenie związku gmin Dolce Nord Est (www.dolcenordest.it) Jaskinia Villanova. Jest zdecydowanie mniejsza, ale dużo bardziej dzika. Wyprawa do niej jest możliwa tylko przy dobrej pogodzie, przy dziennym świetle, od marca do listopada. Również w niej panuje stała temperatura 11 stopni, a formy skalne osiągają wysokość 3 metrów. W jednej z podziemnych sal można obejrzeć dokładną rekonstrukcję niedźwiedzia jaskiniowego, który żył na tych ziemiach 200 tysięcy lat temu. W rzeczywistości jego szczątki znaleziono nie wewnątrz a dwa kilometry od jaskini.
 
Dawnych bazarów czar

W regionie Friuli -Wenecja Julijska warto zatrzymać się nie tylko w drodze do Italii ale również wracając do kraju. Na pożegnanie wspaniale nadaje się ostatnie miasto przed austriacką granicą Tarvisio. Przepięknie położone u podnóża Alp Julijskich jest bardzo otwarte i kosmopolityczne, spotykają się w nim trzy języki i trzy narody – włoski, austriacki i słoweński.

Usytuowanie u zbiegu granic sprawia, że Tarvisio zawsze żyło z handlu i obsługi podróżnych. Miejscowe restauracje serwują włoskie potrawy w najlepszym wydaniu, jakich z pewnością nie spotkamy po przekroczeniu granicy. W sklepach można wydać pozostałości euro. Do zakupów zachęcają wystawione wprost na ulicę pięciolitrowe baniaki z winem i stojaki z ogromnymi szynkami. W środku zaś wszystko czego dusza, a raczej żołądek zapragnie: pyszne sery, wyszukane wędliny, makarony, grzybki w słoikach – te ostatnie Włosi robią w oliwie, a nie w occie.

Tarvisio to miejsce, gdzie pokolenia pamiętające czasy PRL-owskiej turystyki mogą cofnąć się w przeszłość. Ogromny bazar czynny jest przez cały tydzień, zaś na straganach: skórzane kurtki, dżinsy i dresy, futra i czapki – nic tylko wybierać, targować się i kupować.

Andrzej Zarzecki
fot. Robert Lachmann

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *