Plener malarski na zamku w Grodnie

Już sam przekrój wiekowy zebranych tu twórców niejednego wprawiłby w zdumienie. Proszę sobie wyobrazić: najmłodszy z uczestników miał chodzi o witalność, trudno byłoby to zauważyć. Coś w tym musi być, że sztuka ‘w człowieku zaciera różnicę wieku’.

Weźmy za przykład Staszka Przewłockiego, mistrza miniatury. Pochylić się nad twórczością tego artysty, to jak pochylić się nad własnymi marzeniami. Niejeden z obecnych dosłownie na wstrzymanym oddechu przyglądał się, jak ów mistrz impresji budził do życia swoje niepowtarzalne interpretacje rzeczywistości, wprawiając w niemały podziw obserwatorów tych wyjątkowych aktów twórczych.

Nie mniej słów uznania należałoby się twórczości Mikołaja Butkiewicza. Jego prace to nigdzie indziej nie spotykana dokumentacja wrażeń i emocji. Ten artysta potrafi uchwycić za pomocą farb i pędzla elementy, które mimowolnie uwalniają w widzu spontaniczny strumień pozytywnych emocji. Trzeba przyznać, że to rzadki dar – z taką łatwością wyzwalać duchowy transfer piękna na paletę, która zupełnie nie mieści się w kategoriach malarstwa akademickiego.

Warto by tu wspomnieć jeszcze o innych artystach. Na przykład Maciek Żukowski – nie rzucający się w oczy, skromny człowiek. Ale co do jego prac, trudno byłoby je uznać za niepozorne. To, co Maciek pozostawił na płótnie, długo jeszcze zapewne pozostanie w pamięci tych, którzy widzieli na własne oczy jego obrazy. Podobnie, jak trudno będzie zapomnieć prace Dagmary Szymkowiak z Poznania. Jej osnute zadumą dzieła nieodparcie przywodziły na myśl historyczną atmosferę zamku Grodno. Bo jeśli chodzi o obrazy Mariana Wódkiewicza z Dzierżoniowa, to zdobią one salę kominkową zamku w sensie fizycznym. Można je tam obejrzeć. 
Nie sposób wymienić tu wszystkich artystów, ale niewątpliwie trzeba wspomnieć o trójce najmłodszych uczestników: Michalinie Reni i Krzyśku. W tych młodych osobach drzemie spory potencjał, a wziąwszy pod uwagę ich wiek, pewnie jeszcze nie raz usłyszymy o ich dokonaniach. Trzymamy zatem kciuki!

Niewątpliwie turystyczną atrakcją pleneru był kamerdyner Ricardo, który już samą swoją posturą przydawał szyku temu wyjątkowemu spotkaniu ‘bractwa w Apollu’. Jednakże całkowicie nie do przebicia okazał się „Duch Gór” w osobie Ryszarda Cieślika z Bielawy. Twórca ów wystawiał tam nie tylko swoje kompozycje z szyszek, kamieni i huby, ale również przedzierzgnął  się w postać, która dała początek nowej legendzie. Być może także w jakiś sposób zainspirował obecnego na plenerze, wspaniałego rzeźbiarza i człowieka o złotym sercu, Adama Radkowskiego ze Strzegomia, by wyrzeźbił w skale damę, którą początkowo brano nawet za „Ducha Gór”. 
Plener na zamku w Grodnie okazał się więc wydarzeniem artystycznym o niebagatelnym znaczeniu. Był także doskonałą promocją tego pięknego i malowniczego regionu oraz samego zamku – co też docenił rektor całego mityngu, a zarazem prawdziwie artystyczna dusza, Wiesław Zalas. Rzecz w tym, że do piękna łatwo się przyzwyczaić, z czasem zaś nie dostrzegać jego walorów. Plenery malarskie, bardziej niż cokolwiek innego, uwrażliwiają na piękno, które nas otacza. A wrażliwość społeczna to bezcenny skarb! Istnieją więc nieważkie powody, aby w przyszłości organizować podobne spotkania. Oby pojawiały się one niczym grzyby po deszczu!    

Zbyszek Niedźwiecki (Ravicz)
www.kaliny.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.