XI Zjazd Kaszubów w Bytowie

Nie trudno było zauważyć, że impreza została przygotowana niezwykle starannie i z dużym zaangażowaniem tak organizatorów w Bytowie, jak i wszystkich obecnych tam, tego dnia, Kaszubów.
 Rangę zjazdu, podniosła niewątpliwie obecność Premiera RP, pana Donalda Tuska, ministra z kancelarii Prezydenta RP pana Andrzeja Dudy, jak również, obecność różnego szczebla władz samorządowych.

Piszę tą relację dopiero po tygodniu – wcale nie przypadkowo, gdyż nie zamierzałem prześcigać się w podnoszeniu do rangi newsa tematu bardzo istotnego, zasługującego na spokojną i rzeczową relację.

Impreza idealna?

Wertując różne gazety, portale internetowe, czy strony www, nigdzie nie znalazłem choćby jednego krytycznego zdania na ten temat.
Wszystkie relacje wskazywały jedno. Impreza była cudowna, fantastyczna doskonale zorganizowana, a przecież wiadomo, że nie jest t to fizycznie możliwe.

Oczywiście, tak jak na wstępie sam napisałem, impreza była radosna, i bardzo ciekawa, ale były w niej również , jak to zawsze bywa, sytuacje nie tylko niezręczne, ale i takie, którym można było zapobiec.

Zrelacjonujmy zatem ten dzień bardziej chłodnym okiem, chociaż kto tam był wie, że tego dnia upał w Bytowie był niemiłosierny.

Już na samym początku przeżyliśmy przeogromne wrażenia, bo oto na nieczynny na co dzień dworzec PKP w Bytowie, wjeżdżają dwa pociągi wypełnione uczestnikami zjazdu. Jeden to Transkaszubia z Helu, drugi z Chojnic.

Powitanie przybyłych uczestników jest bardzo spontaniczne, ale przez to piękne, bo jak „porządnie” przywitać wylewającą się z wagonów masę ludzi i jak opanować to wszystko?

Wszystko i wszyscy, dosłownie „przesyceni” żółtymi kolorami, bo przecież to ulubiony kolor Kaszubów.

Wszystko wygląda, jak doskonale wyreżyserowany spektakl bo po peronie pchając wielką drewnianą taczkę przechadza się ogromny Kaszub, inni znów, poruszający się na szczudłach, podszczypują z góry uczestników imprezy, jeszcze inni, przebrani za zwierzaki, a wszyscy z żółtymi szalikami na szyi, z transparentami flagami – normalne szaleństwo.

W ustalonym czasie rusza kaszubski pochód. Rusza z transparentami pokazującymi poszczególne miejscowości, wsie, miasta, rusza z orkiestrą z kaszubskim śpiewem i widać w nastrojach uczestników, szczerą radość z możliwości świętowania .

Tzw. Oficjalne uroczystości, czyli przemówienia, brawa, upominki od władz dla władz, (czyli rączka – buzia- goździk- klapa dop red.) odbyły się u podnóża murów obronnych Bytowskiego zamczyska.

Zamek piękny, w doskonałym stanie i przez lata swojego istnienia, wytrzymał nie tylko wiele najazdów i podchodów, ale również najróżniejszych u jego stóp przemówień.

Wytrzymał i teraz i żaden kamyk nie wysunął się z solidnych murów obronnych.

Jednak, podczas tych wystąpień, zauważyłem pierwsze organizacyjne niedopatrzenie.

Wszyscy, dosłownie wszyscy uczestnicy kaszubskiego święta, (my również) mieli na szyjach, ramionach założone żółte kaszubskie szaliki – symbol kaszubskiego święta Wszyscy?, no prawie wszyscy.

Jeden z uczestników, takowego szaliczka na szyję nie założył, a był to…niestety premier naszego rządu pan Donald Tusk.

Dostrzegł to również jeden z organizatorów imprezy, ( który poprzez mikrofon ze sceny, zwrócił na to uwagę i żeby zatrzeć niedopatrzenie, założył premierowi swój własny szalik.

Premier przyjął i … po chwili go zdjął.

Absolutnie nie warto roztrząsać, dlaczego tak postąpił -niech to już zostanie jego słodką tajemnicą, tajemnicą premiera – Kaszuba,

Drugim niesmakiem, tego dnia był brak na uroczystościach prezydenta Lecha Wałęsy, który obiecał przyjechać i był wymieniony w oficjalnym programie.

Wielu ludzi, przyszło tu właśnie po to, aby zobaczyć legendarnego przywódcę Solidarności.
Wałęsa nie przyjechał, a jeden z uczestników spotkania skomentował wprost – Kaszuby to oszczędny naród panie, pewno mu gdzieś więcej zapłacili!

Ostatnim zgrzytem, było dosyć brutalne zachowanie ochrony premiera wobec jednego z dziennikarzy. Sam widziałem, kiedy jeden z BOR-owców, bez przyczyny, doskoczył do stojącego obok mnie dziennikarza szarpiąc go i brutalnie odpychając.

Ale, kiedy tylko „oficjele” odjechali, zaczęła się zabawa, czyli gotowanie ogromnego kotła zupy z brukwi, gotowanie przez Roberta Makłowicza czerniny ( z gęsi a nie kaczki!) i wszelkiego rodzaju występy zespołów lokalnych i solistów.
Wieczorem wystąpiła M. Rodowicz, kończąc świąteczny maraton. Kaszubów.

Jak oceniam to święto?
Aby wyrazić swoje zdanie, posłużę się zawiłym bo zawiłym, ale porównaniem.

Zatem:
Kiedy siadamy do stołu i konsumujemy pyszny obiad, a na dodatek spożywamy go w super towarzystwie, to mówiąc wprost – chce się żyć.

Kiedy na dodatek, zostaje podany przepyszny deser, lody i aromatyczna kawa, to nasze samozadowolenie sięga szczytu!

Co ma wspólnego jedno z drugim?

Z pozoru nic, ale jeśli bylibyście uczestnikami Bytowskich obchodów, to wasze odczucia, byłyby podobne, albo też jeszcze o niebo większe, niż te z opisywanej hipotetycznej mojej uczty

I nie zmąciły mojej opinii, nawet te drobne, opisane niedociągnięcia, ale kierując się rzetelnością swojej profesji, musiałem o tym napisać.

Podsumowując

XI Zjazd Kaszubów w Bytowie, był wyśmienitą ucztą dla ciała, ducha i oka – mojego również, choć przecież wszyscy co czytają moje artykuły znają moją, jak to niektórzy nazywają wredność nie tylko poglądów, ale i ową wredność w wyszukiwaniu piękna.

Piotr Kalinowski
(pik)
Zdjęcia można obejrzeć na stronie
http://www.radziejowkujawski.vgh.pl/photogallery.php?album_id=125

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.