O Niemenie z Krzysztofem Wodniczakiem

Później już to tylko niezliczone pasmo sukcesów: koncerty na ważnych światowych scenach i nagrania dla światowych wytwórni płytowych. Niemen okazał się KIMŚ. A kim był dla Pana, redaktorze?

Krzysztof Wodniczak: W latach 70. zaproponowałem Mu przeprowadzenie wywiadu dla pisma „M – jak Muzyka”. Zgodził się. Rozmawialiśmy przez kilka godzin. Chciałem przygotować namiastkę wywiadu rzeki, na wzór rozmów Krzysztofa Kąkolewskiego z Melchiorem Wańkowiczem. Spisałem wszystko i następnego dnia dałem Czesławowi do autoryzacji naszego „wywiadu strumyka”, który – jak wszystko, co robił ten wspaniały Artysta – został potraktowany bardzo poważnie, bez spoufalania się. Potem spotykaliśmy się częściej przy okazji koncertów w Poznaniu, stolicy lub w innych miastach.
Lata 80. to okres boomu muzyki elektronicznej i tak we wrześniu 1989 roku zarejestrowaliśmy w Poznaniu – na wzór Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego – Stowarzyszenie Muzyki Elektronicznej. Niemen został oczywiście honorowym prezesem SME. Przełomowym momentem w naszej znajomości był Koncert dla miasta (10 czerwca 1990 r.) na schodach poznańskiego ratusza (był Czesław, trzy chóry, lasery). Od tego momentu Niemen obdarzył mnie bezgraniczną życzliwością i zaufaniem. Robiliśmy koncerty, może nie było ich za wiele, ale nie był On zainteresowany ilością, lecz zawsze jakością produkcji muzycznej. W okresie 1992-2002 byłem Jego menadżerem. Czesław ujął, nie tylko mnie, otwartością dla ludzi, lojalnością i pomocą wobec potrzebujących. Ze wzruszeniem mówię o „cichym” wsparciu finansowym dla polskich szkół na Litwie. Nie wynosił się, nie twierdził, że jest kimś wielkim i – wbrew niektórym opiniom – nie dbał o poklask.
 
Każdy ma wyrobiony pogląd o Nim. I jako człowieku i jako Artyście. Personifikowanie zostawmy kadłubkom i kronikarzom. A jak wygląda pamięć o Nim, po Jego śmierci?
 
Krzysztof Wodniczak: Choć to trudno pojąć, ale nawet na śmierci Artysty można upiec wiele interesików. To obrzydliwe. Wyjątkową obłudą popisały się radiostacje odtwarzające „Dziwny jest ten świat” o jednej godzinie w dniu pogrzebu Czesława Niemena. Przez ostatnie kilkanaście lat przed Jego odejściem pies z kulawą nogą nie zauważył istnienia muzyki Niemena, a teraz po prostu „wypadało”.

Co pozostało po Nim i będzie „na dłużej”? Jaki pozostaje nie tylko w Pana pamięci?

Krzysztof Wodniczak: Jego odejście to jest strata niepowetowana. Nie tylko, że nie dawał się w żaden sposób zaszufladkować Nigdy nie doprowadził, żeby wartości formy rozrywkowej coraz bardziej górowały nad stroną artystyczną z dominantą muzyki właściwej. Swoimi kompozycjami – szczególnie na dwóch ostatnich krążkach – zmienił oblicze muzyki. Jako poeta, Niemen był swoistym komentatorem. Do swoich wierszy komponował muzykę i po latach mamy pożytek z gotowych songów refleksyjnych. Nie stosował wymijających określeń. Autokrytyczny komentarz do niektórych przejawów życia zawarty na Jego ostatniej płycie „Spodchmurykapelusza” żyje swoistym życiem. Był człowiekiem wielkiego majestatu i miałem wielokrotnie zaszczyt o tym mówić. Był wyczulony na prawdę, a muzyce pozwalał na mówienie wyraźnym głosem, a Jego wyjątkowość zawsze miała rys osobowości. Był bezkompromisowy, tworzył i działał na własnych warunkach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.