Wywiad z Prezesem Zarządu Polskiego Radia Opole, Teresą Kudybą

Praca producencka na własny rachunek to całkiem inne doświadczenia niż zarządzanie medialną firmą państwową. Czy te doświadczenia pomagają Pani na nowym stanowisku?
Lata filmowania i pisania na własny rachunek uważam za najcenniejszy dar od losu. Dzięki tym niezwykle rozwijającym i wszechstronnym doświadczeniom medialnym po 20 latach pracy na własny rachunek wiem, co to naprawdę znaczy jakość materiału dziennikarskiego. Wiem, jak rozpoznać i docenić dobrego dziennikarza. Jak ocenić potencjał, rozróżnić dobre ziarno od plew. Wiem też, jak ciężko trzeba się napracować nad dobrym dziełem, aby ktoś zechciał je „kupić”. Dlatego bylejakość i nierzetelność dziennikarska irytowały mnie najbardziej, odkąd sięgam pamięcią.

Rozumiem, iż zmęczyło już Panią „bieganie z kamerą” po całej Polsce i postawiła Pani na trochę spokojniejszy tryb pracy. Czy dobrze się Pani czuje w nowej roli?
Zarządzanie „teatrem wyobraźni” w dobie kryzysu mediów publicznych to ogromne wyzwanie, odpowiedzialność, ale też satysfakcja, gdy się rzeczywiście realizuje misję w radiu regionalnym. Ale misję opłacaną po części ze środków własnych, bo jak wiadomo, abonament spada i spadać będzie, pomocnych regulacji na razie w rządzie nie widać. Mentalność pracowników mediów publicznych niestety zatym zjawiskiem nie podąża. Nie obserwujemy woli i zrozumienia wśród załóg pracowniczych, że czasy się zmieniły, że nadeszła epoka oszczędzania, reorganizacji, płacenia tylko za dobry produkt. Abonament traktowany jedynie jak darmowa i należna doroczna „manna z nieba”, a nie jak nagroda za świetny program, który powinien przyciągać do radia rzesze wiernych słuchaczy, demoralizuje zespół i skupia wewnątrz oraz wokół rozgłośni regionalnych fałszywych „misjonarzy”.

Co jest najważniejsze w tworzeniu dobrego, publicznego radia regionalnego?
Po pierwsze – rzetelna wiedza o regionie wśród dziennikarzy i umiłowanie regionu. Nie powinno się ścigać i porównywać ofert programowych z radiem ogólnopolskim ani z komercyjnym. Nasza siła musi polegać na regionalnej odrębności. Sprawy naszych słuchaczy to ogromny i niewyczerpany potencjał. Bez solidnego wykształcenia i pasji regionalisty nie uda się nigdy przyciągnąć na stałe słuchacza i stworzyć szczerej więzi. Dziś już samo posiadanie „radiowego głosu” nie wystarczy. Zbyt dużo namnożyło się bytów innych, konkurencyjnych nośników w eterze, w Internecie, w komórce, a każdy z nich „kupuje” jakiś „target”. Komercyjne rozgłośnie rozdają miliony w konkursach, drogie samochody i nagrody. Mówią nieco innym językiem, dostosowanym do slangów i targetu, i też mają niezły „radiowy głos”. W radiu regionalnym wygrywać będzie jakość, ale też oferowana w dobrym smaku swojskość, pasja, kreatywność. Równie ważna jest świadoma gra w zespole. W tych obszarach media publiczne jeszcze kuleją. Komercyjni, ponieważ muszą na program zarobić, są oczywiście bardziej kreatywni w docieraniu do słuchaczy. Nie marnują czasu i energii na wewnętrzne gierki. Grają do jednej bramki o nazwie „zysk”. Spory w zespołach mediów publicznych, w zarządach, anachroniczne postawy pracownicze, niedopasowane do obecnychrealiów struktury, roszczeniowość związków zawodowych i wielu „zasłużonych stażem” dziennikarzy, intrygi, manipulacje polityczne wciąż „wychodzą na zewnątrz” do opinii publicznej: do słuchacza, do widza. Wiarygodność takich mediów, które są misyjne „na niby”, a obnażają swą nierzetelność i nieprofesjonalność, jest mizerna. Media publiczne w Polsce stoją przed dramatycznym sprawdzianem. Zbliżająca się „wielka wymiana” rad nadzorczych i zarządów nie jest żadną gwarancją gruntownej przemiany wizerunku i uczciwości polskich mediów publicznych.

Czy udaje się Pani znaleźć kompromis między misją a komercją?
Trzeba umiejętnie połączyć misję z ekonomicznym zyskiem. Misja atrakcyjnie oprawiona nie jest wcale nudna, o czym przekonała nasza głośna wakacyjna akcja „Radio na Wodzie”. Słuchalność tej audycji (4 godziny dziennie) była rekordowo wysoka. Udało się nam zatrzymać słuchaczy przy odbiornikach w tych godzinach, kiedy jest z reguły najsłabsza słuchalność. Od kwietnia do lipca nasza słuchalność wzrosła w stolicy regionu z 10,41 do 17,43 procent, a w całym regionie w okresie lipiec-wrzesień wyniosła aż 34,87 procent. W przyszłym roku planujemy zbudowanie „Gondoli Radia Opole”, która będzie naszym Studiem Miejskim na Wodzie; zwodujemy ją na „Opolskiej Wenecji”, czyli przecinającej centrum miasta odnodze Odry – Młynówce. Tym projektem już są zainteresowani liczni partnerzy: Miasto Opole, Grupa Górażdże – producent pływającego betonu; znalazłam też osobę, która potrafi taką gondolę zbudować. Zmieniamy ramówkę co sezon, czyli w każdej porze roku następuje zasadnicza wymiana zawartości programu, jak w tandemach: rotacja prowadzących, szczypta konkurencji, konkursów na najlepsze pomysły programowe, dodatkowe, kreatywne elementy programu i oprawy oraz duża dawka autopromocji. Autopromocja nie polega u nas na wydawaniu dodatkowych środków na reklamę zewnętrzną. Inne media mówią o nas, bo realizujemy atrakcyjne akcje. Postanowiłam otworzyć podwoje legendarnego Studia M Radia Opole. Ruszyła lawina zamówień nagraniowych. Organizujemy recitale, debaty, benefisy. Na początek zaprosiliśmy wielkich Opolan: prof. Dorotę Simonides, Elżbietę Zapendowską, Michała Bajora. Benefisy stały się tak silnym magnesem, przyciągającym słuchaczy do budynku radia, że bilety sprzedają się w jeden dzień. Sponsorów nam nie brakuje, a dochód z naszych imprez przeznaczamy na budowę Hospicjum Opolskiego. Radio regionalne to nie tylko antena. To także budynek – namagnesowane dobrym klimatem miejsce, gdzie słuchacz może zajrzeć, posłuchać na żywo ulubionej audycji muzycznej. Pomysłów jest wiele. Warunek podstawowy – wszyscy pracownicy muszą zrozumieć konieczność tworzenia nowych form kontaktu ze słuchaczem-klientem. Z okazji Roku Chopinowskiego przypomnieliśmy postać nauczyciela Chopina: Józefa Elsnera z naszego Grodkowa. Kupiliśmy róże „Fryderyk Chopin” i sadziliśmy je na Opolszczyźnie; podarowaliśmy też róże Chopina wszystkim rozgłośniom w Polsce; przypomnieliśmy kompozycje Elsnera, a w Grodkowie zorganizowaliśmy koncert oryginalnej kapeli „Brodów”, zainspirowanej ludowymi motywami w twórczości Chopina. Kiedy misja jest podana bardziej atrakcyjnie, wtedy słuchacz doceni, że staramy się go zainteresować. Nawet jak Chopin nieco znudzi, przełączy kanał, ale zapamięta, że jakieś róże Chopina w Radiu posadzili… Misja to edukacja, poświęcenie dla regionu i zawodowstwo.

Jakie nowości wprowadzono na antenie Radia Opole w ostatnim czasie?
We wrześniu wystartował nasz kolejny misyjny projekt: Radiowe Pogotowie Pracy, sfinansowany w kwocie 400 tys. zł ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Potrwa cały rok. Pracownicy otrzymują dodatkowe honoraria, kupiliśmy za unijne środki sprzęt; pomagamy bezrobotnym kobietom i osobom z generacji 50+ znaleźć pracę. Od grudnia rusza zimowa ramówka pod hasłem „Hu hu ha, zima na 103,2”. Będziemy uprawiać sporty zimowe, a wraz z nami nasi najwierniejsi słuchacze i partnerzy, także koledzy z Radia Olomouc. Wyjeżdżać będziemy w góry, na lodowiska, promować narciarstwo biegowe i zjazdowe na Śląsku i za granicą. Przede wszystkim chcemy wyciągnąć z domów młodych ludzi, którzy nie lubią zimy. Sport i rekreacja wspólnie z Radiem Opole to wiele nowych, atrakcyjnych pomysłów na kolejne audycje, a także duża zabawa dla nas samych. Jednym z najważniejszych filarów radia regionalnego jest informacja. Jeśli słuchacz przyzwyczai się, że jego radio regionalne jako pierwsze podaje najnowsze, rzetelne i różnorodne informacje z całego regionu, pozbawione nut komentarza czy jakichkolwiek manipulacji i sympatii – to wygraliśmy jego wierność. Mocno zreorganizowaliśmy newsroom, zamiast kierownika jest zespół czterech wydawców, zmieniających się za sterem co tydzień. To pomaga im wszystkim odetchnąć, zawiera odrobinę pozytywnej konkurencji. Jestem dumna z naszego newsroomu, z edytorów i reporterów także – bez wyjątku. I dziękuję im, że pracują także w weekendy. Jak przyszłam do tej rozgłośni w marcu, od piątkowego popołudnia radio grało „z puszki”. Jakim błędem jest „zapuszkowane”, grające z komputera radio, przekonał dziennikarzy rozgłośni radiowych dopiero… Smoleńsk. Ludzie zrozumieli, że radio musi grać na żywo. Z definicji! Mocno stawiam również na reportaż. Bogatsza jest także oferta muzyczna, zaprosiłam do współpracy większe grono autorów, znawców muzyki, kompozytorów, twórców, jest więcej audycji muzycznych, a także więcej godzin w miesiącu poświęcamy na promowanie polskiej muzyki.

Kogo bardziej przekonuje Pani wizja radia: młodych pracowników czy starszych?
Regionalne radio publiczne – to znaczy rzetelne, żywe jest tworzone dla i przez słuchaczy. Bo to oni są „czwartą władzą”. Nie my – dziennikarze. Zespół musi składać się z ludzi „starego” radia i z młodzieży, która pokornie uczy się rzemiosła od mentorów, ale też wnosi żywsze tempo, nutę komercji, przebojowość. Moje pomysły przekonują tylko ludzi zaangażowanych regionalnie. A tacy zdarzają się zarówno wśród młodej, jak i starszej kadry. Jestem absolutnie niezrozumiała wśród osób, które nie czują różnicy pomiędzy dobrym radiem regionalnym a po prostu… dobrym radiem. Dla mnie najważniejszy jest opolski słuchacz; jego nie da się oszukać ofertą „nie jego” radia. A jaki jest ten słuchacz? I tu tkwi największa tajemnica sukcesu. Każdy szef przecież wie, że należy zidentyfikować, poznać i ujarzmić swoich słuchaczy poprzez podanie im odpowiednich pasm o odpowiednich porach, prowadzonych przez idealnie dobranych do tych pasm autorów. Tu nie może być przypadkowości i pomyłek. I należy stworzyć jak najbogatszą ofertę, trafiającą do potrzeb, do serc słuchaczy. Ale nie każdemu się to udaje z wielu rozmaitych powodów.

– Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.