Europa boi się Turcji?

Ale premier Erdogan nie krył również irytacji z powodu niekończących się negocjacji z Unią Europejską w sprawie członkostwa Turcji. I nic dziwnego, gdyż negocjacje te rozpoczęły się pół wieku temu, w 1963 r. Żaden kraj nie czekał tak długo na przyjęcie. W Turcji dostosowano ustawodawstwo do wymogów Unii Europejskiej i wprowadzone niezbędne reformy.

Premier zwracał uwagę, ze Turcja od lat przyczynia się do dobrobytu Europy rękoma 6 mln Turków, pracujących w wielu krajach europejskich. To, że jest krajem muzułmańskim, twierdził, nie powinno być żadną przeszkodą, a pozostawianie jej z tego powodu poza Europą jest zwykłą dyskryminacją. Skarżył się, że w czasie negocjacji właściwie nikt nie mówi otwarcie, dlaczego tak długo Turcja jest trzymana poza Unią. „Niech Europa powie,   że jako kraj muzułmański, Turcja jest dla niej problemem”, bo przecież nie treść negocjacji”, skoro  zamknięto negocjacje 22 rozdziałów, a zostało jedynie 13. Zatem przeszkody w przyjęciu Turcji do UE  mają charakter polityczny, a nie formalny.

Muszę się zgodzić się z tokiem rozumowania premiera. Rzeczywiście, przeszkody w przyjęciu Turcji do Unii Europejskiej mają charakter wyłącznie polityczny. Zachód boi się silnej, 75. milionowej, muzułmańskiej Turcji w swej najważniejszej strukturze, a zwłaszcza Turcji obecnie  rządzonej przez partię islamską, wprawdzie umiarkowaną, ale islamską.  Jak to wygląda na co dzień, niech świadczy fakt, że kobiety w otoczeniu premiera, przybyły na jego spotkanie z przedstawicielami polskich elit opiniotwórczych,  w hidżabach.
Z powodu poprawności politycznej i wyrobionej przez stulecia politycznej obłudy, przywódcy Zachodu rzeczywiście, nie mówią Turcji oficjalnie, co należy poprawić  czy zmienić, natomiast „prywatnie” dają do zrozumienia, że droga Ankary do Brukseli jest raczej daleka. Z jednej strony tak jest z powodu potencjalnego zagrożenia, jakie niosłoby za sobą przyjęcie do chrześcijańskiej Unii  ponad 75 milionów muzułmanów, z drugiej strony  z powodu zagrożenia ze strony bardzo konkurencyjnej tureckiej gospodarki dla takich gigantów ekonomicznych, jak Niemcy czy Francja. Stąd najsilniejszy sprzeciw przychodzi z Berlina i Paryża, ale również z Wiednia i z Hagi. Niemcy  mają największą liczbę tureckich gastarbeiterów  i widzą, że Turcy nie chcą się asymilować, żyją w osobnych dzielnicach i  są heroldami islamu.

Premier Erdogan nie kryje się  z tym, że Turcja byłaby idealnym łącznikiem między Unią Europejską a światem islamu. To byłoby dla możnych tej Unii może i do zniesienia, gdyż deklarują oni poparcie dla różnorodności, dialogu międzykulturowego i takie podobne rzeczy.  Ale jednocześnie pamiętają, jak w dniu 12 grudnia 1997 r.,  na wiecu w prowincji Siirt tenże sam premier Erdogan w swym przemówieniu  zacytował fragment poematu  wybitnego poety tureckiego, Ziyi Gokalpa:

 „Meczety są naszymi koszarami. Minarety są naszymi bagnetami. Kopuły są naszymi hełmami. Wierni są naszymi żołnierzami. (…) Nikt nie zdoła uciszyć wołania na modlitwę. Położymy kres rasizmowi w Turcji. Nigdy nas nie zdławią. Nawet gdy otworzą się niebiosa i ziemia, nawet gdy zaleją nas wody i wulkany, nigdy nie zawrócimy z naszej drogi. Moim oparciem jest islam. Gdybym nie mógł o nim mówić, po cóż miałbym żyć?”

Turcy są już zmęczeni przepychankami z Unią. Jako członkowie dumnego  narodu  o wielkich tradycjach historycznych, patrzą coraz częściej w stronę Azji Środkowej, Azerbejdżanu, krajów muzułmańskich w Azji i Afryce. Niedługo w ogóle przestanie im zależeć na członkostwie w Unii Europejskiej. Na jednej z konferencji międzynarodowych wybitny turecki  polityk, były minister spraw zagranicznych, Yasar Yakis  w rozmowie ze mną nie wykluczył, że jak Turcja zorientuje się, iż nie zostanie przyjęta do Unii Europejskiej, wprowadzone tam reformy mogą zostać anulowane.

Jednym z celów wizyty premiera Erdogana było uzyskanie poparcia Polski w staraniach Turcji   do Unii Europejskiej. Wydaje się, że poza ładnie brzmiącymi deklaracjami, kierownicy nawy państwowej kraju fundamentalizmu katolickiego, występujący często w roli „kapciowych” Angeli Merkel, nie ruszą palcem w tej sprawie, skoro Niemcy są przeciwko.

Myślę, że w którymś momencie najwyżsi przedstawiciele Turcji powinni usłyszeć jasno, jakie są przeszkody w przyjęciu ich kraju do Unii Europejskiej.

Jacek Potocki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.