Magiczne słowo: bezpieczeństwo

Znalazłem się w grupie 100 dziennikarzy polskich, uczestniczących w VII Kongresie Polskich Mediów w Hurghadzie, na zachodnim brzegu Morza Czerwonego. Hotel Sunrise Royal Makadi, w którym nas goszczono, dysponuje imponującą liczbą 480 pokoi, co oznacza możliwość jednorazowego przyjęcia ok. 1500 gości. Takie giganty możemy co prawda znaleźć i w Polsce, choćby w grupie Gołębiewski. Tyle że takich lub podobnych hoteli w samej tylko Hurghadzie jest 250! Każdy taki hotel to bez przesady osobne miasteczko, z kilkoma restauracjami, basenami, niezliczonymi punktami serwującymi napoje z procentami lub bez, a nawet własnymi aptekami – jak w naszym Royalu. Do tego własny kawałek morskiej plaży, przystanie ze statkami, którymi można popłynąć w głąb morza i ponurkować nad rafami koralowymi.

Cały ten gigantyczny przemysł turystyczny jest perfekcyjnie zorganizowany – i to kolejna niespodzianka dla przybysza z Europy, który stereotypowo wyobraża sobie Arabów jako naród miłych bałaganiarzy, najchętniej posługujących się arabskim odpowiednikiem słynnego hiszpańskiego mañana. Nic z tych rzeczy; Egipcjanie już dawno zrozumieli, że turysta, zwłaszcza zagraniczny, przede wszystkim z Europy, to – mówiąc skrótowo – ich główny pracodawca. Bez turystyki nie ma rozwoju Egiptu, nie ma pracy, nie ma dochodów. Boleśnie to odczuli podczas ostatnich dwóch lat, kiedy to rewolucyjne wstrząsy w ich kraju spowodowały raptowny spadel liczby pryjeżdżających nad Nil turystów. W przypadku Polaków byl to spadek mniej więcej trzykrotny. Jak powiedział nam generał Ahmed A. Allah, gubernator Morza Czerwonego (cokolwiek to oznacza), po egipskiej rewolucji pracę w turystyce straciła tam mniej więcej połowa zatrudnionych.

Podczas naszych spotkań z przedstawicielami egipskich władz różnych szczebli najczęściej używanym słowem było “bezpieczeństwo” – odmieniane przez wszystkie przypadki. Gospodarze wychodzili ze skóry aby przekonać nas, że w Egipcie turysta jest całkowicie bezpieczny. Niepokoje społeczne, walka polityczna – wszystko to dzieje się w zupełnie innym wymiarze, który do turystyki nie przenika. Co prawda sami gospodarze nie zalecają indywidualnych wycieczek do Kairu – na co zdecydowała się niewielka grupka uczestników naszego kongresu – ale już basen Morza Czerwonego pozostajespokojnym, przyjaznym turystycznym rajem. Co osobiście sprawdziłem i własnym podpisem zaświadczam.

Adam Bartnikowski
Grupa Medialna Gazeta Olsztyńska
Redaktor serwisów mojemazury.pl, podroze.wm.pl i natura.wm.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.