Stop: dziecko na drodze!

W czerwcu 2009 r. znany z tego rodzaju działalności norweski urząd Barnevernet czyli Norweska Służba Opieki nad Dziećmi, odebrała polskim rodzicom 9.letną córeczkę,  pod pretekstem, że „jest smutna”. Zagospodarowali ją bezdzietni Norwegowie. Do walki o odebranie dziewczynki włączyła się ówczesna konsul Adriana Warchoł. Korespondowała z urzędem, wspomagała moralnie rodziców.  Norwegowie  ignorowali jej wysiłki. Kiedy dziewczynkę uprowadził od tzw. rodziny zastępczej detektyw Krzysztof Rutkowski, co potem Norwegowie nagłośnili jako czyn kryminalny, ofiara się znalazła: panią konsul Warchoł,na wniosek ówczesnego dyrektora Departamentu Konsularnego Minister Spraw Zagranicznych odwołał z placówki a potem wyrzucił z pracy w MSZ. Bo broniąc interesów obywateli polskich naruszyła dobre imię  naszych sojuszników w NATO. Przy okazji włożono w jej usta słowa, które miała wypowiedzieć w wywiadzie prasowym, którego nie było. Jej szef, główny konsul polski w Norwegii, zamiast ją wspierać,  pozwalał sobie na publiczne, żałośnie brzmiące  wypowiedzi, że „działanie polskiego obywatela ( czytaj: Krzysztofa Rutkowskiego) mogło stanowić naruszenie prawa. Czy tak ma bronić interesów obywateli polskich polski konsul za pieniądze polskich podatników?  Zresztą niedługo potem Norwegowie porwali kolejne dzieci Polaków, by uzupełnić swój ujemny przyrost naturalny. Bez słowa protestu ze strony naszych służb konsularnych. Bo przykład pani konsul Warchoł ostrzegł jej następców, by lepiej  siedzieli cicho i pisali w skupieniu  sprawozdania dla Centrali.                                 
Nagminnie zabiera też Polakom dzieci niemiecki Jugendamt. Niedawno  głośna była sprawa zabrania matce-Polsce świeżo urodzonego niemowlaka wręcz z sali porodowej. Tu  polskie służby konsularne też   siedzą  cicho, bo przecież tylko od Niemca zależy, czy nasze polityczne tuzy wylądują na wysokich i bardzo dochodowych stanowiskach w Komisji Europejskiej po najbliższych wyborach. I gdyby nie pan Wojciech Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia „Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech”, dziecko nigdy by nie zostało zwrócone matce.                 

Opisane przypadki, to nic innego jak hańba dla polskich instytucji,  działających zarówno w kraju jak i za granicą. Niech zwierzchnicy tych instytucji zastanowią się podczas pauzy refleksji, czy nie powinni zmienić zawodu.

Jacek Potocki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.