
Izraelska armia poinformowała, że poniedziałkowy ostrzał szpitala im. Nasera w Chan Junus był wymierzony w kamerę, którą Hamas miał zainstalować na terenie placówki. Według wojska urządzenie miało śledzić ruchy izraelskich żołnierzy. W wyniku ataku zginęło co najmniej 20 osób, w tym pięciu dziennikarzy.
Według relacji mediów ostrzału dokonano dwoma pociskami czołgowymi. Drugi z nich uderzył w budynek kilka minut po pierwszym, kiedy na miejscu znajdowali się już ratownicy i reporterzy. Władze Strefy Gazy podały, że wśród zabitych byli pracownicy m.in. Al-Dżaziry, agencji Reutera, AP i NBC.
Wojsko izraelskie przekazało, że sześć ofiar to bojownicy Hamasu, a wśród zabitych dziennikarzy nie było osób uznanych za członków tej organizacji. Generał sztabu Ejal Zamir zlecił dalsze śledztwo, obejmujące m.in. proces zatwierdzania ataku i użycie amunicji. Z ustaleń „Haarec” i portalu Ynet wynika, że do uderzenia nie wydano wymaganej zgody dowódcy w randze generała brygady, a zamiast pocisków kierowanych użyto standardowej amunicji.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu określił zdarzenie jako „tragiczny wypadek”. Armia wyraziła ubolewanie, podkreślając, że nie atakuje celowo cywilów. Atak spotkał się z potępieniem ze strony ONZ, Unii Europejskiej, rządów Francji i Wielkiej Brytanii oraz organizacji dziennikarskich. Według danych Komitetu Obrony Dziennikarzy od początku wojny w Strefie Gazy zginęło już 192 pracowników mediów, w większości Palestyńczyków.

