Nad Nilem walczą o polskich turystów

Dziennikarze na wizytacji

Z tego właśnie powodu VII Kongres Polskich Mediów, z udziałem lubelskich delegatów, w tym współpracowników „Nowego Tygodnia” odbył się właśnie w egipskiej Hurghadzie. Na zaproszenie tamtejszego ministerstwa turystyki – dziennikarze akredytowani za pośrednictwem Stowarzyszenia Polskich Mediów sprawdzali poziom zagrożeń w całym kurorcie, hotelach, ale także we wciąż odradzanym jako cel podróży Kairze. Obecnie nad Nil rok rocznie wyjeżdża 250 tys. Polaków. Przed rokiem 2011 – było ich ponad 600 tysięcy. Teraz zewsząd słychać raczej język rosyjski – naszych wschodnich sąsiadów dociera bowiem do Egiptu przeszło 2 miliony.

Dla Egipcjan kwestia życia

Czy jednak rzeczywiście możemy brać przykład z Rosjan i bez obaw udawać pod piramidy? – Nie ma żadnych podstaw, by wstrzymywać indywidualne czy zorganizowane wyjazdy obywateli polskich czy jakichkolwiek innych do Kairu, Aleksandrii, czy dowolnego miejsca w Egipcie. Nawet, jeśli w naszym kraju zdarzają się manifestacje – to są one bezwzględnie wewnętrzną sprawą i wewnętrznym problemem Egipcjan, w żaden sposób nie wpływającym na bezpieczeństwo czy nawet komfort pobytu turystów. Turysta jest dla Egipcjanina świętością, niezależnie od opcji politycznej, a przecież demonstracje, także masowe zdarzają się na całym świecie, w tym i w Polsce. Wobec wielkości Kairu zaś w ogóle nie były to zdarzenia szczególnie znaczące – powiedział „Nowemu Tygodniowi” minister turystyki Egiptu, Mohammed Hiszam Abbas. – Turystyka jedną z najważniejszych gałęzi naszej gospodarki. Przed rewolucją przynosiła ponad 12 mld dolarów rocznego dochodu, a więc trzy razy więcej niż eksploatacja Kanału Sueskiego. Ekonomia odbudowała się i dostrzegalny jest nawet wzrost dynamiki rozwoju, jednak jeśli chodzi o turystykę – wciąż borykamy się ze skutkami przesadzonej, niesprawiedliwej i często kłamliwej propagandy, w krzywym zwierciadle pokazującej sytuację w naszym kraju, tak w czasie rewolucji – jak zwłaszcza obecnie. Nadal jednak uważamy, że turystyka jest kołem zamachowym rozwoju. To konieczność. Żyje z niej 4 milionów naszych obywateli, jest wizytówką naszego państwa.

Tendencja zwyżkowa

Jakie są szanse, by Polacy posłuchali i uwierzyli w egipskie zachęty? Zapytaliśmy przedstawicieli branży. Ci uważają, że sytuacja faktycznie ulega poprawie, a rynek egipski będzie się z każdym rokiem stawał bardziej atrakcyjny. – Są klienci, którzy latają do Egiptu rok w rok, czasem kilka razy w roku. Znają dobrze warunki hotelowe, standard poszczególnych hoteli. Mają pewność, że taki urlop będzie udany. Dlatego też wzrost liczby wyjazdów uważam za oczywisty. Zresztą widać to już po sprzedaży ofert na lato 2014 – uważa Tomasz Matysiak, właściciel Biura Podróży Qsłoncu.pl.. Sceptycyzm zachowują natomiast potentaci, jak niemiecki Neckerman, wciąż z pewną dozą nieufności obserwujący sytuację nad Nilem. Czym to wyjaśnić? – Różnica między dużymi firmami np. niemieckimi a mniejszymi polskimi polega przede wszystkim na zasobności portfela ich klientów. Niemiecki turysta, jeśli nie może polecieć do Egiptu to wybierze się na Goa czy Bali. Dla dużej ilości naszych rodaków ceny takich egzotycznych imprez są zaporowe. Wypoczynek w Europie do najtańszych również nie należy. Tym bardziej, że kraje z basenu Morza Śródziemnego korzystając z nie pewnej sytuacji w Egipcie jak i w całej Afryce północnej, podniosły ceny imprez. Na szczęście to wszystko już za nami, a dochodzące sygnały z Egiptu są od dłuższego czasu bardzo optymistyczne. Jestem przekonany, że w roku 2014 Egipt znów będzie jednym z najczęściej wybieranych kierunków przez naszych klientów – uważa Matysiak.

Być może więc już po Nowym Roku – lublinianie i świdniczanie znowu tłumnie ruszą pod piramidy słusznie uznając, że kryzys, nie kryzys – ale ładna opalenizna pasuje im zawsze.

Konrad Rękas, „Nowy Tydzień”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.