Czy zaproszenie dziennikarza na wyjazd za darmo to korupcja?

Z czego SPM utrzymywało się na początku, a z czego teraz?
Stowarzyszenie utrzymywało się i utrzymuje ze składek członkowskich i wpłat członków wspierających.


Skąd pomysł, by w działalności SPM ważną rolę odgrywały wyjazdy dziennikarzy? Jaka jest z nich korzyść?

To nie jest nasz autorski pomysł ani patent. Wiele organizacji dziennikarskich na świecie organizuje tego typu inicjatywy. Z mojej wiedzy, tylko w naszym kraju było zorganizowanych kilka czy kilkanaście kongresów dziennikarzy z innych krajów. Celem poszerzenia wiedzy na ten temat oraz form funkcjonowania narodowych czy międzynarodowych organizacji dziennikarzy turystycznych sugeruję zapoznać się z działalnością: ABUJET, AJTR, ANJWT ATJ, EJN, FIJET, ISTW, IFWTWA, ITWA, MTWA, PATWA, RA, SATWF, STJ, TAJ, TWA, TWO, WFJTW. Organizowanie takich wyjazdów jest powszechne, tak w kraju jak i za granicą. W Polsce są np. przedstawicielstwa narodowych organizacji turystyki, które same lub przez agencje PR organizują wyjazdy polskich dziennikarzy. Do tego możemy dodać organizowanie tego typu wjazdów przez linie lotnicze, sieci hotelowe czy tour operatorów. Podobna sytuacja jest w naszym kraju – polska narodowa organizacja turystyki, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, inne resorty i agencje szczebla centralnego, urzędy marszałkowskie, miasta zapraszają dziennikarzy z krajów, w których chcą się promować. Jednym z elementów naszej aktywności na rzecz społeczności dziennikarskiej jest organizacja study press krajowych i zagranicznych. Organizujemy także inne formy działalności, takie jak konferencje prasowe, szkolenia czy spotkania z czołowymi politykami. Z naszej strony organizujemy wyjazdy studyjne dziennikarzy, tak na terenie kraju, jak i za granicę. Staramy się ułożyć program w ten sposób, by dziennikarze mieli najszersze możliwości poznania danej miejscowości, regionu czy kraju. Naszą działalność opieramy na wieloletniej współpracy z różnymi krajowymi oraz zagranicznymi instytucjami, organizacjami i jednostkami administracji rządowej i samorządowej. O korzyści, jakie mają dziennikarze z takich wyjazdów, wskazane zapytać uczestniczących w nich przedstawicieli mediów.


Są zarzuty znanych dziennikarzy, których zacytuję w materiale o Was, że jesteście Biurem Podróży Stowarzyszenie Polskich Mediów.

To jest komplement pod naszym adresem, dziękuję. Prowadzenie dzisiaj biura podróży szczególnie wymaga wiarygodności i pewności, że nabyta oferta zostanie zrealizowana. Osobiście znam problemy związane z organizatorami turystyki, bo organizowałem Forum Organizatorów Turystyki dotyczącej tzw. fali upadłości biur podróży. Zapraszam do TTG TV do zobaczenia relacji z tych forów. Co do opinii o SPM, potwierdzam, że jako organizacja samorządu dziennikarskiego organizujemy i nadal będziemy organizowali tego typu wyjazdy dla dziennikarzy. Korzystamy z obsługi polskich, licencjonowanych biur podróży, dając gwarancję i bezpieczeństwo wyjeżdżającym, bo jesteśmy obsługiwani przez profesjonalistów. Nie jesteśmy w Polsce jedyną organizacją dziennikarską organizującą study press. Nasi koledzy z Dziennikarzy Podróżników Globtroter są liderami w porównaniu z nami. My w ciągu roku organizujemy zaledwie trzy czy cztery wyjazdy zagraniczne, ale za to dla większej ilości osób.


Nie znałem tej organizacji i nie widziałem, że organizują wyjazdy.
W środowisku dziennikarskim działa wiele organizacji i każda ma jakieś ciekawe formy działalności.

Jak udaje się finansować takie wyjazdy – jak np. udało się wywieźć ponad 100 dziennikarzy do Egiptu? Kto był inicjatorem tego eventu – SPM czy strona egipska?

Różne są formy finansowania wyjazdów dziennikarskich. Najczęściej organizujemy wyjazdy autokarem po krajach europejskich. Mamy zasadę, że uczestnicy płacą koszty transportu i ubezpieczenia. Gospodarze na miejscu pokrywają koszty pobytu. Na dwa tygodnie przed referendum przystąpienia Polski do Unii Europejskiej zorganizowaliśmy wyjazd ok. 200 dziennikarzy do Brukseli. Jedyną pomoc w kraju okazał Włodzimierz Cimoszewicz, ówczesny minister Spraw Zagranicznych. Objęcie przez niego patronatu nad tym wyjazdem otworzyło nam drzwi w polskiej ambasadzie do spotkania z Komisarzem Günter Verheugenem. Sami zorganizowaliśmy przyjęcia dla belgijskich i akredytowanych mediów w Brukseli. Dzięki życzliwości regionu Bruksela, otrzymaliśmy wysokie rabaty na zakwaterowanie w Brukseli. Koszty podróży i pobytu opłacali dziennikarze w zakresie własnym. Była to kwota 600 zł za pięciodniowy pobyt. Mieliśmy sponsora, który pokrył koszty paliwa do czterech autokarów. Organizujemy też sesje do krajów azjatyckich, gdzie dziennikarze pokrywają koszty przelotu, a tam są przyjmowani przez organizacje dziennikarskie. W ramach wymiany my czynimy podobnie, przyjmujemy delegacje zagranicznych dziennikarzy, pokrywając ich koszty pobytu dzięki sponsorom. W przypadku Egiptu otrzymywaliśmy od miesięcy sprzeczne informacje: z jednej strony nasza dyplomacja przestrzegała przed wyjazdami do tego kraju, z drugiej strony były listy otwarte polskich organizatorów turystyki, które pokazywały, że tam jest bezpiecznie. W Egipcie byliśmy gośćmi Ministerstwa Turystyki. W tym samym czasie w tym kraju na takich samych zasadach było goszczonych ok. 300 dziennikarzy z Niemiec. W przypadku wyjazdu do Egiptu dziennikarze pokrywali jedynie koszty ubezpieczenia i wydatki organizacyjne.


Przyjęcie zaproszenia wyjazdu za darmo to korupcja dziennikarzy!

Idąc drogą Pana myślenia ustalmy, że każdy poseł Parlamentu Europejskiego ma w corocznym budżecie pieniądze na nieodpłatne zaproszenie kilkudziesięciu dziennikarzy. Przy takim więc stwierdzeniu musi Pan też postawić podobny zarzut każdemu zapraszającemu dziennikarza, a jest nim Parlament Europejski, posłowie Parlamentu Europejskiego, polski rząd, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Polska Organizacja Turystyczna, każda organizacja narodowa turystyki reprezentowana w Polsce, Chiny, Egipt, Francja, Maroko, Stany Zjednoczone, Tunezja, Wielka Brytania, Włochy i długa lista innych krajów.

Dziennikarze uczestniczący w tym wyjeździe, chcąc przypodobać się organizatorom, pozytywnie opisywali swój pobyt w Egipcie.
Dziennikarze są wolnymi ludźmi i piszą to, co widzą i słyszą. Taki ich zawód. Podczas tego jak i innych wyjazdów nie prowadzimy indoktrynacji i urabiania dziennikarzy, a tym bardziej wymuszania, co i jak mają napisać.

Według twierdzenia jednego z ekspertów, tam jest niebezpiecznie. Dziennikarze relacjonujący pobyt opisywali, że jest to bezpieczny kraj. To wprowadzanie w błąd opinii publicznej!

Czyli sugeruje Pan, że setka polskich dziennikarzy to ignoranci czy zbiorowi oszuści? Rzeczywiście z Egiptu docierały różne, często sprzeczne informacje. Celem naszego wyjazdu było m.in. zweryfikowanie tych doniesień. Byliśmy w różnych miejscach, gdzie przebywają turyści. Poruszaliśmy się zarówno w grupie, jak i indywidualnie. Nikt z setki dziennikarzy nie zaobserwował jednak niebezpiecznych sytuacji. Kilkanaście osób wybrało się nawet indywidualnie do Kairu w poszukiwaniu „gorących tematów”, potwierdzających ewentualne niebezpieczeństwo, ale ich nie znaleźli. Wrócili bardzo „rozczarowani" ich brakiem. Wiele opinii na temat sytuacji w różnych krajach jest formułowanych jedynie na podstawie zasłyszanych informacji, a nie ze źródła. Na początku XX wieku Bertrand Russell kpił z takich turystycznych ekspertów, którzy przebywając za granicą własnego kraju, pili tę samą herbatę, jedli te same posiłki co w kraju pochodzenia, a nawet bali się wyjść na ulice miast obcego państwa. Ale po powrocie z wyjazdu byli ekspertami w sprawach tego kraju. Osobiście mieszkałem wśród społeczności arabskiej cztery lata. Często odwiedzam te kraje, czytam fachową zagraniczną literaturę. Moja dotychczasowa wiedza na ten temat pozwala mi tylko stwierdzić, że naprawdę niewiele wiem o tamtych kulturach. Praktycznie każdy kraj arabski ma zróżnicowane problemy. Pomimo mojej stosunkowo dużej wiedzy na ten temat, boję się autorytatywnie wypowiadać, jak cytowany przez Pana ekspert. Nam trudno zrozumieć, jakie tam zachodzą zmiany. W krajach arabskich mamy do czynienia z zupełnie innymi relacjami społecznymi, powiązanymi z religią, tak w życiu społecznym, jak i politycznym. Warto tu sięgnąć po wiedzę, dlaczego Egipt był pierwszym krajem na Bliskim Wschodzie, który ogłosił niepodległość. Sugeruję poświecić dodatkowy materiał na ten temat, jak funkcjonuje hierarchia społeczna i rodzinna na w tym regionie świata. Warto pogłębić wiedzę, kim naprawdę są Bracia Muzułmanie. Bo, na przykład, oni mają za sobą jeszcze większe oszustwo niż nasz Amber Gold. To oni przed laty naciągnęli miliony najbiedniejszych Egipcjan, obiecując im krocie za każdego funta. Po kilku dziesiątkach lat rządów Mubaraka i jego ekipy, istotnie Egipcjanom wydawało się, że hasła głoszone przez Braci Muzułmanów przyniosą poprawę życia. Pamiętajmy też, że fala wyrażanych niezadowoleń na Bliskim Wschodzie jest powiązana ze światowym kryzysem gospodarczym, którego bolesne skutki dotknęły także te kraje. Sytuacja pogorszyła się drastycznie, zwłaszcza za sprawą rosnącego bezrobocia i zmian legislacyjnych wprowadzanych przez Braci Muzułmanów. Skutkowało to coraz większą izolacją kraju, rezygnacją z organizowania przyjazdów turystów. Gospodarka bazująca na turystyce natychmiast to odczuła. Nastąpiła fala masowych zwolnień z pracy, przekraczająca 50 procent zatrudnionych. Na każdym kroku odczuwano rosnący kryzys i biedę. Okazało się w krótkim czasie rządów Braci Muzułmanów, że nie tylko nie przyniosły one obiecywanej i oczekiwanej poprawy sytuacji gospodarczej dla każdego mieszkańca, a wprost przeciwnie, jeszcze większy kryzys. Nikt się nie spodziewał, że ci sami ludzie, którzy nie tak dawno wyszli na ulice przeciwko tamtej władzy, wyjdą przeciwko „wyzwolicielom", czyli rządzącym Braciom Muzułmańskim. Ta druga rewolucja pokazuje, że naród ten potrafi się zmobilizować, by walczyć o swoje prawa. Moje osobiste doświadczenie wyniesione z Egiptu, szczególnie przed wybuchem wojny w Iraku, gdzie widoczne było przedwojenne napięcie, jest zupełnie odmienne do tego, jak teraz traktuje się turystów z Europy. Egipcjanie doświadczyli na własnej skórze, co im przyniosła izolacja kraju za przyczyną Braci Muzułmanów. Im osobiście zależy na tym, by był pokój i spokój. Chcą pracy, a ona będzie wtedy, gdy turyści powrócą tłumnie do Egiptu. W czasach PRL-u Zachód pomagał lawinowo biedniejącemu polskiemu społeczeństwu, przesyłając np. paczki. My dzisiaj możemy pomóc także Egiptowi, nie wysyłając paczek, a korzystając z różnorodnej oferty turystycznej. Nawoływanie do bojkotu wyjazdów do Egiptu czy Tunezji to pomaganie różnym ugrupowaniom terrorystycznym, by dochodziły do głosu.

Przecież tam mimo to może ktoś wysadzić się z bombą. Nie bał się Pan tego?
Według polskich statystyk, w naszym kraju ginie więcej osób z powodu różnych „zamachowców” na cudze życie niż w zamachach na Bliskim Wschodzie. Proszę sobie przypomnieć ostatnie wypadki drogowe w Polsce, ile to niewinnych osób, w tym dzieci, zginęło za sprawą polskich „terrorystów i piratów drogowych”. My jednak jesteśmy krajem demokratycznym i dyskutujemy, czy taki „terrorysta drogowy” powinien mieć alkomat w samochodzie, by sprawdził poziom alkoholu we krwi.

Czy jest Pan zadowolony z relacji, które dziennikarze robią z takich wyjazdów? Organizatorzy też są usatysfakcjonowani?

Kiedy z budżetu polskiego podatnika zapraszamy co roku setki zagranicznych dziennikarzy, oczekiwaniem organizatorów jest publikacja materiału. Podobnie jest w przypadku zapraszania polskich dziennikarzy w kraju i za granicę. Dokonując doboru uczestników wyjazdu, nie kierowaliśmy się przynależnością do naszej organizacji, a aktywnością dziennikarską.


Jak udaje się Panu zdobywać preferencyjne stawki za pobyt dziennikarzy w hotelach np. w hotelu Gromada podczas ubiegłorocznego spotkania dziennikarzy z wicepremierem Piechocińskim zakwaterowanie kosztowało tylko 60 zł?

Po prostu negocjujemy ceny. Takie stawki nie są nowością dla nas. Od początku istnienia

Stowarzyszenia organizujemy tanie pobyty w Warszawie dla zamiejscowych dziennikarzy. W przeszłości koszt zakwaterowania wynosił bez śniadania nawet 30 zł, a ze śniadaniem 50 zł. Tak było przy okazji organizacji noworocznego spotkania mediów nie tylko z premierem Piechocińskim, ale i z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, marszałkiem Sejmu RP Markiem Borowskim, premierem Leszkiem Millerem czy Donaldem Tuskiem i innymi ministrami różnych resortów i agencji.


Jak udaje się przekonywać sponsorów np. do angażowania się w spotkania noworoczne dziennikarzy, organizowane przez SPM? Jakich argumentów trzeba używać, by zechcieli zaangażować się w imprezy dziennikarskie?

Nie jesteśmy jedyną organizacją samorządową, która szuka sponsorów. Trzeba najpierw wykonać dziesiątki telefonów, przedłożyć wnioski, by ktoś odpowiedział pozytywnie. Nie ma reguły, nie ma recepty w tym zakresie. Sukcesy odnoszą organizacje skuteczne, wiarygodne, markowe, w tym i nasza.

Jak układa się współpraca z samorządami? Czytałem relacje np. ze spotkania z urzędnikami z Wilanowa. Łatwo ich namówić na takie spotkania?

Od lat współpracujemy z tymi, którzy chcą współpracować i zależy im na kontakcie z dziennikarzami. Zorganizowaliśmy dziesiątki udanych wyjazdów dziennikarskich na zaproszenie samorządów terytorialnych. W przypadku Wilanowa sami organizowaliśmy i sami finansowaliśmy to spotkanie. Dzięki udzielonym rabatom, mogliśmy to zrobić w prestiżowej Oranżerii w Muzeum Pałacu w Wilanowie. Nie zwracaliśmy się o pokrycie kosztów do Urzędu Dzielnicy Wilanów m.st Warszawy. W tych i innych przypadkach dbamy o to, by gospodarze samorządu terytorialnego uczestniczyli w takich inicjatywach.


Według jakich kryteriów dziennikarze są kwalifikowani na wyjazdy organizowane przez SPM?

Na sesje wyjazdowe akredytujemy aktywnych zawodowo dziennikarzy z mediów ogólnopolskich, regionalnych i lokalnych. Preferencje mają aktywni członkowie SPM. Zawsze jednak jesteśmy otwarci na przyjęcia akredytacji niezrzeszonych czy zrzeszonych w innych organizacjach samorządu dziennikarskiego.


Jak udaje się zdobywać pieniądze na siedzibę SPM w centrum Warszawy? To musi sporo kosztować…

Stowarzyszenie Polskich Mediów jest zarejestrowane jako organizacja porządku publicznego. Tak jak wielu organizacjom o takim statusie, przyznano nam stawki zaakceptowane przez Radę Warszawy.

Ilu członków, którzy opłacają składki, ma teraz SPM?

SPM zrzesza ok. 1500 osób, z czego wykazujących się aktywnością w płaceniu składek jest ok. 20 procent. Przy organizacji ciekawych, atrakcyjnych sesji dziennikarskich taka aktywność zwiększa się. By pokryć koszty działalności, pozyskujemy członków wspierających.

Czy wciąż jest Pan prezesem TTG Polska i wydawcą miesięcznika „TTG Central Europe”?
Przekazuję zarządzanie tym wydawnictwem godnym następcom. Po ponad dwudziestu latach prowadzenia uznałem, że czas, by młoda generacja miała wpływ na jego kształt.

Przejrzałem jeden numer wydania TTG i oceniam, że jest tam sama reklama albo krypto reklama, to nie jest dziennikarstwo.

Współczesne trendy na rynku prasowym powodują, że reklamy zajmują coraz większą część wszystkich czasopism wydawanych na całym świecie. Przypomnę, że np. tygodnik „Wprost” był przez ok. 20 lat wydawany przez Agencję Reklamowo-Wydawniczą. Nasze czasopismo jest kolportowane bezpłatnie m.in. wśród branży turystycznej i dla gości na wszystkich krajowych targach turystycznych oraz najważniejszych targach turystycznych w Europie. Ilość reklam jest zróżnicowana w zależności od edycji. TTG jest wydawnictwem skierowanym do profesjonalistów branży turystycznej. Nie jesteśmy i nie będziemy wydawnictwem tabloidowym, które szuka sensacji i pcheł w pościeli hotelowej. Pana ocena na podstawie jednego wydania w wersji elektronicznej jest bardzo powierzchowna. Należymy do międzynarodowej grupy TTG, od ponad 60 lat rodziny wydawnictw branży turystycznej, docierającej do ponad 150 krajów świata. Polska edycja TTG powstała w 1992 roku, wydawnictwo, w którym Pan pracuje, powstało cztery lata później.


Lata wydawania branżowego miesięcznika turystycznego pomagają w organizowaniu działalności SPM?

Mój pierwszy zawodowy kontakt z branżą turystyczną był podczas studiów podyplomowych we Włoszech. Zacząłem tam pracować w firmach konsultingowych z sektora gospodarki turystycznej. Byłem także dyrektorem departamentu promocji turystyki w UKFiT. W tym departamencie tworzyliśmy fundamenty dzisiejszej gospodarki turystycznej; jestem autorem pierwszego projektu powołania Narodowej Organizacji Turystycznej.


Czy SPM ma oddziały regionalne?

Nie posiadamy oddziałów regionalnych.

Jak Stowarzyszenie Polskich Mediów kontaktuje się z mediami?

Wysyłamy mailing do członków SPM oraz zamawiających newsletter na naszym serwisie. Ponadto zamieszczamy informacje na stronie www.polskiemedia.org

Jak ocenia Pan spotkania dla dziennikarzy organizowane i sponsorowane przez władze samorządowe?

Przyjmujemy zaproszenia, których celem jest promocja kultury i gospodarki, nie zważając, jakie ugrupowanie reprezentuje dany samorząd. Nie uczestniczymy natomiast w wiecach politycznych. Z jednej strony gospodarze samorządu terytorialnego, dzięki współpracy z lokalnymi przedsiębiorcami, mają okazję zaprezentować własny dorobek, z drugiej dziennikarze mogą osobiście poznać te realia i stworzyć własny materiał. Coraz więcej redakcji, minimalizując koszty, opracowuje materiały prasowe jedynie na podstawie informacji z Internetu. Tym bardziej uzasadnione jest organizowanie sesji dziennikarskich, by w kontakcie osobistym i na podstawie osobistego świadectwa dziennikarze mogli napisać rzetelny materiał. Nie popieramy natomiast takich działań władz samorządowych, które sponsorują w różnej postaci jedyne słuszne wydawnictwo związane z danym samorządem, bądź zakładają własne, by w ten sposób walczyć z tzw. konkurencją.

Gdzie poza mediami Pan pracował?

Nie zabiegam o pracę w Press. W związku z tym uważam za bezcelowe przekazywać Panu moje CV.


To prawda, że prowadził Pan kiedyś biuro podróży?

Mam w domu klucz francuski i potrafię go używać, co nie oznacza, ze jestem hydraulikiem. Posiadam maszynkę do strzyżenia włosów i nie byłem fryzjerem. Od kilkunastu lat organizuję sesje dziennikarskie czy study press tak w kraju, jak i za granicą. W takich przypadkach korzystam z usług licencjonowanych biur podróży, nie prowadziłem, nie prowadzę własnego biura podróży ani w takowym nie pracowałem.

Jakie ma Pana doświadczeniach w mediach?

Dziennikarz to wolny zawód i nie jest licencjonowany. Zaczynałem pracę w mediach, kiedy Pana zapewne zaprowadzano do żłobka, a było to na dwa lata przed tym, jak powołano wydawnictwo, w którym Pan aktualnie pracuje, tj. w 1994 roku. Prowadząc wydawnictwo TTG Poland, nie tylko wydawaliśmy czasopismo, ale również jako jedni z pierwszych w Polsce założyliśmy gazetę internetową branży turystycznej. Jako pierwsi w mediach branży turystycznej aktywowaliśmy telewizję internetową. W latach 2002 – 2003 byłem zastępcą redaktora naczelnego i dyrektorem Radia Polonia.

Czy chce się jeszcze Panu organizować tego typu wyjazdy?

Olbrzymie, niegasnące zainteresowanie wyjazdami SPM-u potwierdza, że jest taka potrzeba. Chętnie bym zorganizował także sesje dziennikarskie do Moskwy czy Mińska na spotkania z prezydentami tych krajów przed Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi w Soczi i Mistrzostwa Świata w Hokeju na Lodzie.

Co ma sport do turystyki, przecież Pan organizujecie wyjazdy turystyczne?

SPM organizuje różnego rodzaju sesje, w tym turystyczne. Co ma sport do turystyki? Mogę tylko poszerzyć Pana wiedzę, że istnieje taka dziedzina gospodarki, jak turystyka sportowa. To, że to jest biznes, może świadczyć fakt, że istnieje federacja izb turystyki sportowej, a przewodniczy temu gremium Polak.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.